sobota, 23 czerwca 2018

„I tylko niebo...” Beata Ciecierska





Warszawska Firma Wydawnicza 

Ilość stron: 234 



„Życie czasami w trudnych sytuacjach człowieka stawia. Powalając na kolana, sprawdza czy silny jest i rozumny, a potem, gdy go już doświadczy, to jakieś małe szczęście rzuci. A taki drobiazg bardziej cieszy wtedy, bo w pamięci to co złe zostaje na długo.” 

Sięgając po książki, w których przewijają się dramaty i tragedie rodzin, czy indywidualne traumy bohaterów zawsze istnieje pewne ryzyko, że to już było, trochę w innym formacie, czy kształcie, jednak było. Tymczasem, w każdej dotychczasowej książce jest ten element zaskoczenia. Za każdym razem bowiem dostaję inną historię, inny, na nowo naszkicowany obraz bezradności wobec oprawcy, samotności, bólu, tęsknocie za normalnością. Dlaczego tak jest, że w konfliktach zawsze cierpią niewinni ludzie, nierzadko dzieci – bierni obserwatorzy kruszejącej na ich oczach rzeczywistości? Tych pytań oczywiście przy każdej książce jest więcej. Nie sposób na nie mądrze odpowiedzieć. 


Książka Beaty Ciecierskiej traktuje drugą wojnę światową z kilku perspektyw. Narracja trzecioosobowa, trochę epicka, bardzo liryczna podkreśla ton opowieści, a wieloperspektywiczność pozwala spojrzeć na główny wątek oczami kilku bohaterów. Strach, jaki im towarzyszy odczuwamy na własnej skórze. Plastyczne opisy doskonale współgrają z wypływającymi z fabuły emocjami, co wyzwala w nas jeszcze głębsze odczucia. Dramat dzieci odciętych od rodziców, zmuszonych do życia w innym kraju, pozostawionych na pastwę losu, to tylko niektóre z poruszających scen. Mało jest też książek, które opisują wojenne losy maleńkich wsi, miejscowości. Zazwyczaj akcję umiejscawia się w dużych miastach. Tutaj bohaterowie są prostymi ludźmi z podlaskiej wsi. Matka wraz z dwójką dzieci. Mąż kobiety walczy w polskiej partyzantce. Kiedy wieś zostaje zniszczona przez okupanta, rodzina stara się uciec, jednak schwytani trafiają do transportu, do Kazachstanu. W czasie podróży wydarzenia przybierają na sile, dzieje się wiele niedobrego. Dzieci odłączone od matki są zmuszone żyć w obcym kraju. Trafiają na różnych ludzi. Niejednokrotnie są to ludzie pozbawieni zasad etycznych. Los jednak bywa przewrotny i pojawia się światełko w tunelu. 

„Bo dom, ten prawdziwy, jest tylko jeden... Choćbyś nie wiem, ile dróg przemierzył, w ilu łóżkach spał i z ilu talerzy jadł strawę... Ile razy twierdził, że szczęśliwy jesteś, albo urągał na świat i ludzi złych, gdy o domu pomyślisz, to tylko jedyny się w myślach wyłoni... i gdy zatęsknisz sercem i umysłem całym, to znak będzie, że wracać pora...” 


„I tylko niebo...” to przede wszystkim opowieść poruszająca, przy której czytaniu wielokrotnie się wzruszałam. Autorka stopniuje napięcie i oczekiwanie na odwrócenie się złej karty. Szkicuje trudny obraz wojny, pozbawiony często złudzeń i wiary. Świat, w którym brutalność i siła są przewagą nad słabszymi, zastraszonymi, otępiałymi przez otaczającą ich rzeczywistość. Często pozostawieni sami sobie, z własnymi traumami i tęsknotami za normalnością. To opowieść pokazująca siłę rodzinnej miłości, ze znakomicie nakreślonym tłem powieści, autentycznymi bohaterami oraz fabułą chwytająca za serce. Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję:





[Z cyklu - Zainspiruj się Bałkanami] "Każde miejsce i każda historia ma swój smak" Skarlet :)





Kochani!

Czas na kolejny odcinek letnich inspiracji kulinarnych przygotowanych przez Skarlet, współautorki książek o magicznej Bułgarii. Też nieraz tak macie, że pewne smaki, czy zapachy przywołują z Waszej pamięci charakterystyczne miejsca i ludzi z nimi związanych? Ja na przykład tak mam. Zapach chleba nieodłącznie będzie mi się kojarzył z babcią. Dlatego też nauczyłam się go piec.

Dzisiaj Skarlet przygotowała dla Was wpis specjalny w klimacie naszego grillowego "sportu narodowego" :)

Zapraszam Was do lektury, życząc wspaniałych inspiracji.


"Każde miejsce i każda historia ma swój smak" 


Każde miejsce i każda historia ma swój smak. Każda, nawet prosta potrawa, ma swoją historię, którą musisz poznać, jeśli chcesz, żeby Twój umysł poczuł atmosferę miejsca, z którego przywędrował nowy smak. Tylko wtedy zrozumiesz jego wyjątkowość. 

Napisałam te słowa w książce „Bałkański kalendarzyk” i wyjaśniają one dlaczego opisując nasze życie i podróże po Bałkanach, dodaję kilka lub kilkanaście przepisów na charakterystyczne potrawy z tego regionu. 

Czasem smaki i zapachy wywołują wspomnienia. Przenoszą nas do świata dzieciństwa, na ważną randkę... Chyba każdy z nas miewa chwile, w których nagle pojawiają się obrazy z przeszłości. Są też smaki przywołujące z pamięci konkretne miejsca.


Bułgarski Nesebar to kropka na morzu połączona z lądem wąskim przesmykiem, na którym mieszczą się dwa pasy ruchu dla samochodów i biegnący obok chodnik. Nikt nie wie czy ten wąski pasek jest dziełem ludzi czy natury. Mamy tu swoje ulubione potrawy, które prawie zawsze zamawiamy i nawet wtedy kiedy jemy je daleko od tego miejsca, towarzyszy im błękit tutejszego nieba przeglądającego się w morzu i delikatny szum fal. 

Suwłaki przenosi mnie do greckiego miasta, nad Morze Egejskie. Niektóre tutejsze domy usadowiły się jak widzowie w amfiteatrze. Nie przeszkadzają sobie w patrzeniu na morski pejzaż. 





Suwłaki to grecka nazwa potrawy popularnej na całych Bałkanach, uznawanej za emblematyczną dla kuchni greckiej 

Składniki: 

1 kg mięsa wieprzowego pokrojonego na małe kawałki 

Oliwa z oliwek, sól, pieprz, oregano 

1 cytryna przekrojona na 4-6 części (do pokropienia sokiem już gotowej potrawy) 


Sposób przygotowania: 

Mięso można tylko natłuścić oliwą z oliwek, posolić, popieprzyć, posypać oregano i piec na grillu; Można też przygotować marynatę (oliwa z oliwek (+-10-12 łyżek), sól do smaku, 1 łyżeczka pieprzu, 2 płaskie łyżeczki oregano - wymieszać), ułożyć w marynacie kawałki mięsa, wymieszać i pozostawić na minimum 2-2,5 godziny. 

Kawałki mięsa nadziewać na druty do szaszłyków; piec na grillu. 

Suwłaki podawać z kawałkiem cytryny, chlebkiem z grilla i sałatką (przepis poniżej).



Chlebek z rozmarynem

Składniki:

1 łyżka letniej wody

1/6 ze 100-gramowego opakowania drożdży 

2 łyżeczki cukru

500 gram (3 szklanki) mąki

1 łyżeczka soli

1,5 szklanki letniej wody

½ - 1 łyżeczka rozmarynu

1 łyżka oliwy

Sposób przygotowania:

Wymieszać lekko: wodę, rozkruszone drożdże i cukier; pozostawić na 10 minut.

Dodać mąkę, sól, wodę, rozmaryn; mieszać łyżką do osiągnięcia jednorodnej masy; pozostawić w temperaturze pokojowej na 20-30 minut. 

Szklane, żaroodporne naczynie (lub formę do ciasta) o średnicy 20 cm wysmarować oliwą (dobrze jest podgrzać naczynie w piekarniku przed włożeniem ciasta); włożyć ciasto.

Rozgrzać piekarnik do temperatury 160 stopni; wstawić ciasto; piec 40-50 minut w temperaturze 160-170 stopni. 

Zimny chleb pokroić na kromki, tuż przed podaniem opiec je na grillu (ok. 1 min. z każdej strony). 




Dodatek do suwłaki - Sałatka jogurtowa z ogórkiem i miętą 

1 kubeczek gęstego bałkańskiego/greckiego jogurtu 

Sól do smaku 

1 mały ogórek starty na tarce 

2-3 ząbki drobno posiekanego czosnku 

Kilka drobno pokrojonych listków mięty 

1 łyżka oliwy z oliwek 

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać; pozostawić w lodówce na 15-20 minut. 

Smacznego! 


„Bałkański kalendarzyk”, którego fragmenty zacytowałam, to nowa książka, jeszcze niewydana. Więcej cytatów znajduje się na stronie autorskiej „Bałkany znane i nieznane” (www.dobulgarii.wordpress.com). Zapraszam.




Na koniec proponuję, żebyście przenieśli się na 4 minuty do Grecji. Posłuchajcie buzuki i Yiannis’a Parios’a śpiewającego „Ta vasana mou eva fortio”, popatrzcie na grecki taniec i Greków cieszących się chwilą. Mam nadzieję, że poczuliście atmosferę gorących Bałkanów?





Smacznego, miłych inspiracji :)


Wszystkie zdjęcia zamieszczone we wpisie są nadesłane przez autorkę, pochodzą z  Jej prywatnego albumu.

czwartek, 21 czerwca 2018

„Prażeńka” Anna M. Brengos. Wzruszająca i refleksyjna...





Wydawnictwo Lucky 

Ilość stron: 288 

Nowość wydawnicza 


Stare kamienice, jak stare fotografie, kryją w sobie mnóstwo tajemnic. Ich historia to nie tylko mury i fundamenty czasu, w jakim zostały wzniesione, ale przede wszystkim odrębne, indywidualne życiorysy ludzi, którzy w nich mieszkali. Właśnie takie tajemnice i sugestywne obrazy drzemią na kartach przeszłości jednej z najstarszych kamienic warszawskiej Pragi, do której wskutek życiowych zawirowań wprowadzają się dwie siostry. 


Autorka toczy przed nami dwie opowieści. Współczesne perypetie mieszkańców praskiej kamienicy i epistolarne wspomnienia jednej z lokatorek, starszej pani, do mieszkania której wprowadzają się Magda z Michaliną. Magda jest starsza, bardziej racjonalnie patrzy na świat, zaś Michalina drażniła mnie swoją roztrzepaną naturą, wtykaniem nosa w nie swoje sprawy i tym bezpretensjonalnym tonem, charakternym wtargnięciem do mieszkania Filipa. Życie młodych, ewidentnie przecina się ze wspomnieniami staruszki, dla której owa kamienica miała istotne znaczenie w Jej życiu. Dzięki temu udaje im się poznać historię budynku i ludzi, którzy kiedyś ją zamieszkiwali. 

„Prażeńka” to przede wszystkim opowieść bardzo refleksyjna o przeszłości wojennej Pragi, losach rodzin, tragediach i smutku dnia codziennego. To książka o wartościach nadrzędnych, szukaniu miłości, przemocy i konfliktach rodzinnych. Obok znakomicie nakreślonych sylwetek bohaterów, którzy dostarczają nam wielu zabawnych historii, akcja powieści i poruszane wątki tworzą w niej specyficzny klimat, wokół którego narasta mnóstwo niedomówień i tajemniczych informacji. Poruszająca i wzruszająca. Dzięki plastycznym opisom możemy poczuć wyjątkowość opisywanych miejsc na własnej skórze. 

Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję: 






środa, 20 czerwca 2018

„Szachy. Mój pierwszy podręcznik” Ferenc Halàsz, Zoltàn Géczi




Wydawnictwo JEDNOŚĆ 

Ilość stron: 160, oprawa twarda 

Ilustracje: József Haui 

Nowość wydawnicza 


Dzisiaj o książce, która przyszła do mnie wraz z pakietem innych od Wydawnictwa Jedność. Przyznam, że pozycja nietypowa i niecodzienna, jednak interesująca. Akurat nasza rodzina jest wielbicielem gier planszowych. Jeśli tylko mamy czas i możliwość gramy w najbardziej znane: Chińczyka, Domino, a nawet Warcaby. Mamy też kilka takich, w których trzeba odpowiadać na pytania. Jedno jest najważniejsze przy tego typu grach – znakomicie integrują. W końcu to jest czas tylko dla Was. Można spojrzeć przeciwnikowi prosto w oczy, pośmiać się, powygłupiać. Znakomita alternatywa dla ekranów. 


Szachy znaliśmy, ale tylko z nazwy. Nikt z nas nie umie w nie grać. Tak. Dobrze czytacie. To rodzaj strategicznej gry, przy której potrzeba wiele cierpliwości i zaangażowania wielu zmysłów. W szachy można się nauczyć grać, jednak wcale nie tak szybko. Potrzeba najpierw opanować teorię. A skoro to książka dla dzieci, to chyba do aż takich trudnych nie należy. Przynajmniej takie wrażenie odniósł mój młodszy syn. Stwierdził, że nie jest napisana jakimś skomplikowanym językiem, czy słownictwem, ale w taki sposób, że chce się sięgnąć po szachy i zgłębiać o nich wszelkie tajemnice. 

Faktycznie. Styl książki. Język, ilustracje, nadają jej odpowiedniej przejrzystości i czytelności. Po książkę mogą sięgać nie tylko młodsi, ale i starsi. Sztuczki, kombinacje, klucze do zwycięstwa. Do tego solidna porcja objaśnień każdego pionka po kolei. A dodatkowo savoir-vivre, czyli jak się zachować podczas gry, bo trzeba umieć nie tylko wygrywać, ale i przegrywać. 





Jednym słowem, książka ta pomoże wszystkim, którzy chcą się nauczyć gry w szachy. A planszówki najlepiej integrują, są świetną alternatywą dla elektronicznych gadżetów. Dzisiaj trochę zapomnianych, ale dzięki takim pozycjom, na nowo odkrywanych. 

Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję: 






[Audiobook. Patronat medialny] „Oskarżona Wiera Gran” Agata Tuszyńska




StoryBox.pl 

Czas trwania: 12 godz. 08 min. 

Czyta: Anna Polony 



Kiedy na rynku wydawniczym pojawiła się ta książka, wiedziałam, że muszę ją kiedyś zdobyć i przeczytać. Okazja nadarzyła się w postaci wersji audio. Znakomita, mistrzowska interpretacja Anny Polony, aktorki wysoko cenionej w tej branży, wielokrotnie nagradzanej, oddaje w najlepszym guście atmosferę, jaka wypływa z treści. To jedna z najlepszych interpretacji, z jaką miałam do czynienia. Sama książka nie jest żadną fabularyzowaną historią, ani nawet biografią. To wycinek życiorysu kobiety niezwykle utalentowanej, artystki, która w latach okupacji, żyjąc w getcie, po zakończeniu wojny została oskarżona o kolaborację z Niemcami. 


Zaskakujące, jak łatwo przychodzi nam oskarżanie innych o najgorsze rzeczy, bez uwagi na to, jaką krzywdę wyrządzamy takiemu człowiekowi. Zadziwia ogrom fałszywych, bezpodstawnych oskarżeń, sprowadzanie wszystkiego do marginalnego zachowania w czasach trudnych, ciężkich, tragicznych. W głowie piętrzą się pytania. Dzisiaj, na tamte czasy patrzymy z zupełnie innej strony. Dla ludzi, którzy przeżyli wojnę, to wycinek życia. Dla nas – historia. Wtedy rządziło się innymi prawami, wtedy niejednokrotnie stawiano na szali różne wartości etyczne, wrabiało, szpiclowało. Wielu ma nieczyste karty, a jednak nawet po wojnie nie pozwolono na sprawiedliwe osądy. 


Wiera Gran była Żydówką. Młoda, piękna, z artystyczną duszą, specyficznym głosem. Nigdy nie kryła się z tym, że w getcie pracowała jako śpiewaczka. Niektórym to nie odpowiadało, łatwo przyszywali łatkę – tej, która współpracowała z okupantem. Mało kto zna prawdziwy życiorys przedwojennej gwiazdy, która w getcie pomagała dzieciom z ulicy. Gran osobiście zgłosiła się do prokuratury, by oczyścić się z zarzutów. Tuszyńska nie szczędzi nam w książce portretu kobiety zdecydowanie zagubionej, chorej, zmagającej się z traumami, obsesjami, manią prześladowczą. Podziwiam, że w takim stanie Gran, mimo swej początkowej nieufności, otworzyła się przed bądź co bądź obcą kobietą. 


„Oskarżona Wiera Gran” w interpretacji Anny Polony to znakomita reportażowo – dokumentalna pozycja, która ukazuje wiele cierpienia i samotności kobiety, której młodość odebrała wojna, a tuż po jej zakończeniu została sama, pozostawiona ślepemu losowi. Chora, wycofana z życia społecznego. To przykre, jak łatwo umiemy rzucać oskarżeniami, fałszywymi obrazami. Dużo w niej refleksji. Szczerze polecam! 



Za audiobooka dziękuję:





wtorek, 19 czerwca 2018

[Patronat medialny] „O co ci chodzi?” Mira Białkowska. Lekko i z dystansem, ale zawsze z elektryzującym przesłaniem...






Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

Ilość stron: 220 

Nowość wydawnicza 



Druga powieść Miry Białkowskiej miała swoją oficjalną premierę na tegorocznych Warszawskich Targach Książki. I taką Mirę lubię. Dowcipną, z humorem, ogromem dystansu, a jednocześnie z refleksją i mądrością życiową. Książka, którą niezwykle szybko mi się czytało. Dzięki płynności fabuły książkę czyta się z przyjemnością. Mira Białkowska kreśli bardzo autentyczne sylwetki swoich bohaterów, stawiając ich w niby przeciętnych sytuacjach, które mogłyby dotknąć każdego z nas, ale każdy z nich jest elementarną częścią tej opowieści. Dla autorki nie ma tematów tabu. Jej bohaterowie umieją śmiać się ze swoich słabości, patrzeć na swoje życie z nieco innej perspektywy, a jednocześnie przypominają nam, co jest tak naprawdę najważniejsze. 



Dwie bohaterki, dwa skrajnie różne charaktery, duża różnica wieku i wspólne pasje, które więcej łączą niż dzielą. Rozalia, której uczucia lokują się w nie zawsze właściwym sercu mężczyzny i Monika - pani na emeryturze, podróżująca marzycielka. Mnóstwo humoru, skrajnie różnych sytuacji, dziwnych zbiegów okoliczności. W każdej bohaterce drzemią ogromne pokłady energii i emocji. Trochę ironii, wrażliwych nut melodii i zaskakujące sytuacje. Nie zawsze przecież los kieruje nas ścieżkami, jakimi chcielibyśmy kroczyć. 


Tytułowe pytanie „O co ci chodzi?” padnie niejednokrotnie, ale odpowiedzi musimy udzielić sobie sami. Mira Białkowska tworzy układankę dwóm bohaterkom, która tylko pozornie jest prostą opowieścią. Owszem, dużo w niej dobrego humoru i nieszablonowych sytuacji, ale każda jest intrygującym znakiem rozpoznawczym, który buduje wiele pytań, chwil niepewności lecz także niesie nadzieję i optymizm, by wreszcie okraszone fraszkami jednej z bohaterek uprzyjemnić refleksyjność w konfiguracji z głębokim przekazem ulotności ludzkiego życia. Już czekam na trzecią część, która według zapewnień autorki ukaże się jesienią. Mira, wielkie brawa! Jestem pozytywnie zaskoczona i zadowolona, bo Twoja książka dostarczyła mi ogromu wrażeń! 

Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję:







[Audiobook. Patronat medialny] „Herbata z jaśminem” Agnieszka Gil






StoryBox.pl 

Czas trwania: 11 godz. 45 min. 

Czyta: Agnieszka Gil 



Dalej jestem zdania, że nie każdy autor powinien czytać swoją książkę na szerszym forum. O ile, pani Barbary Rybałtowskiej moje przekonanie w ogóle nie dotyczy, o tyle w tym przypadku niestety tak. I już spieszę z wyjaśnieniem. Ja jestem wymagającym słuchaczem i dużo już w swoim życiu odsłuchałam audiobooków. Rzadko zdarza mi się trafić na niedobranego lektora, prędzej treść nie powali mnie na kolana. Tutaj zabrakło mi ewidentnie ekspresji i konkretnego frazowania dialogów. Miałam wrażenie, że autorka czyta bez jakichkolwiek emocji, na jednej linii głosu. Tymczasem, książka nie mówi wcale o przyjemnych sprawach, dlatego wymaga przynajmniej minimum zaangażowania. 



To nie jest pozycja łatwa. Dotyka bardzo delikatnej sfery życia osobistego i intymnego młodych, stojących u progu dorosłości. Główną bohaterką jest Martyna, przez przyjaciół nazwana Kurą. Martyna nie miała łatwego życia. Ojciec alkoholik, macocha podobnie. Wcale się nie dziwię, że dziewczyna ma problemy z właściwym lokowaniem swoich uczuć i emocji. Jest nie do końca zdecydowana, zagubiona i bardzo samotna ze swoimi problemami. Do tego wizerunek dziewczyny, ubierającej się w czernie, co daje wrażenie zamkniętej, pesymistycznej osoby, niezbyt przyjaźnie nastawionej do otoczenia. 


„Herbata z jaśminem” to znakomicie nakreślona powieść, w której nie brakuje prawdziwych emocji i uczuć, prawdziwych bohaterów. Uważam, że takie książki powinny być lekturami w szkole. Młodzi ludzie niechętnie wprowadzają nas w swój hermetycznie zamknięty świat. Autorce znakomicie udało się przeniknąć do niego, oddając esencję afektów i problemów, z jakimi młodzi ludzie dzisiaj się zmagają i nie zawsze z chęcią korzystają z naszych dobrych rad. A śmiem twierdzić, że wiele młodych dziewczyn utożsami się z postacią Kury. Poza tym, specyfika tła społecznego pozwala na dogłębną analizę środowiska, w jakim żyje i uczy się życia. Finał opowieści wcale nie jest domkniętą całością. I dobrze, bo jestem ciekawa dalszego ciągu. 

Szczerze polecam! 



Za audiobooka dziękuję: 








poniedziałek, 18 czerwca 2018

[Audiobook. Patronat medialny] „Kłamca” Tomasz Białkowski




StoryBox.pl

Czas trwania: 6 godz.

Czyta: Andrzej Hausner


Miałam problem z tą książką. Ewidentnie braki przyciągania treści nadrabiał lektor. Świetna interpretacja Andrzeja Hausnera nadrabiała klimat powieści, który utrzymany w gatunku kryminału powinien być bardzo wymagającą konfiguracją intrygi i aktywnie prowadzonego śledztwa. Tymczasem w „Kłamcy” mamy nieco inaczej. Para starszego małżeństwa ginie w bardzo nietypowy sposób, śledztwo toczy się dosyć typowo, a cały myk polega na tym, by odkryć intencje zabójcy.


I właśnie owe intencje stają się żmudną pracą dla dziennikarza śledczego Pawła Werensa. Nota bene, zamordowani to jego stryjostwo. Tajemnice odkrywają się dość specyficznie. Autor pokusił się o retrospekcyjne wspomnienia sięgające drugiej wojny światowej. Nic, co istotne i najważniejsze nie może umknąć uwadze wnikliwego dziennikarza, który zrobi dosłownie wszystko, by dowiedzieć się prawdy. Białkowski nie szczędzi nam emocji. Dodatkowym elementem kryminalnej rozgrywki stają również symbole religijne i zagadkowe słowo: szadrak.


„Kłamca” to ciekawa i intrygująca pozycja, która w interpretacji Hausnera jest znakomicie nakreślonym kryminałem. Wszelkie elementy tajemniczej układanki dają się dopasować żmudnie i bez wyczucia, jednak seria kolejnych morderstw przyspiesza akcję i nadaje jej specyficznego tempa. Wszystko zgrabnie, z polotem i wyczuciem. Polecam!



Za audiobooka dziękuję:





„Skąd się wzięły małpy w Internecie?” Artur Janicki. Ciekawie i interesująco...






Wydawnictwo Widnokrąg 

Ilość stron: 97, oprawa twarda 

Ilustracje: Przemek Surma 


Jestem ciekawa, czy wiecie, kto i w jakich okolicznościach wymyślił połączenia sieciowe, zwane dzisiaj Internetem? Ha! Pewnie niewielu z Was będzie w stanie udzielić konkretnej odpowiedzi. Okazuje się, że Internet wymyślono już w 1969 roku i to na potrzeby naukowców. Dwa lata później w świat wysłano pierwszy e-mail. Dzisiaj to niepojęte i dla wielu nie do wiary. Współcześnie, przyklejeni do ekranów smartfonów, telefonów buszujemy po internecie, coraz częściej podsuwając naszym małym pociechom. 


Książka Artura Janickiego jest doskonałą pozycją dla młodszych czytelników. Dzięki niej, dowiedzą się, jak to było z Internetem od samego początku. Przejdą teoretycznie przez gąszcz trudnych terminów, dowiedzą się, jak to wszystko dzisiaj działa i dlaczego tak ważne jest nasze bezpieczeństwo w sieci, nieujawnianie swoich danych personalnych itp. Ważne, by dzieci od młodych lat uczyć nie tylko korzystania z dobrodziejstw internetowych, ale spojrzeć na to zagadnienie od technicznej i bezpiecznej dla nas strony. Uwrażliwiajmy dzieci, że nikt nie jest bezpieczny, a anonimowość wcale nie oznacza, że wszystkim wszystko wolno. 










A na tytułowe pytanie „Skąd się wzięły małpy w Internecie?” otrzymacie absolutnie wyczerpującą i wieloaspektową odpowiedź. Treść książki napisana bardzo przystępnie, zrozumiale dla młodszego czytelnika do samodzielnego czytania. Szyku i atmosfery dodają intrygujące ilustracje Przemka Surmy. Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję: 





„Laboratorium w szufladzie. Zoologia” Marta Alicja Trzeciak. Sprytnie i pomysłowo. Nauka przez doświadczenia...






Wydawnictwo PWN 

Ilość stron: 176 

Nowość wydawnicza 


Zdążyliśmy polubić serię interesujących i ciekawych książeczek „Laboratorium w szufladzie”. W każdej z nich otrzymujemy wiele cennych informacji oraz zachętę do tego, aby samemu stworzyć swoje małe, domowe laboratorium. Wystarczy kilka podstawowych przedmiotów, mikroskop oraz badany przedmiot, by móc „zabawić” się w prawdziwego badacza, odkrywcę. Część kolejna serii – Zoologia – dostarczyła nam niesamowitych wrażeń. Oczywiście to porcja teorii i pomysłowa zachęta dla dzieci do swoich badań. Autorka nie używa wyszukanego słownictwa, pisze prosto, konkretnie, rzeczowo, opierając swoje definicje konkretnymi eksperymentami, doświadczeniami, pokazując, że to też wcale nic trudnego. 









Zoologia nie jest trudną dziedziną. Potrzeba tylko wykazać się odrobiną empatii, by móc dostrzec to, o czym na co dzień byśmy nie pomyśleli. Czy wiedzieliście, że krowa nie ma górnych siekaczy? A zastawialiście się, ile jest w stanie udźwignąć ślimak? Albo, co w końcu było pierwsze – kura, czy jajko? A czego nie lubią mrówki? Te i wiele innych pytań i odpowiedzi znajdziecie w tej intrygującej pozycji. Wszystko oparte konkretnymi przykładami. Przejrzyście, bez zbędnych opisów. Znajdziecie tutaj także propozycje dla młodych badaczy. Sposób przygotowania się do konkretnego badania, jak je wykonać, przebieg, a nawet ryciny i ilustracje kart pracy, w których mali badacze mogą zapisywać swoje spostrzeżenia. 





Sprytnie i pomysłowo. Nauka przez doświadczenia. 

Warto! Szczerze polecam! 




Za książkę dziękuję:




niedziela, 17 czerwca 2018

„Dobre maniery” Barbara Żołądek. Książka, którą mieć wypada...




Wydawnictwo JEDNOŚĆ 

Ilość stron: 48, oprawa twarda, wiek 7+ 

Ilustracje: Ola Makowska 

Nowość wydawnicza 


To nie jest poradnik dla dzieci o dobrym zachowaniu, ze sztywnymi zasadami savoir-vivre. Dobrze, że takie książki powstają. Współcześnie dobre maniery u dzieci zanikają i trzeba się nieźle natrudzić, by oduczyć ich złych nawyków. Książka Wydawnictwa Jedność wychodzi temu naprzeciw. Pozycja, której bohaterami są dzieci, a mali czytelnicy mogą analizować zachowanie swoich bohaterów i wspólnie z dorosłymi dyskutować o tym, co wypada, a czego nie. 


Na początek pokonwersujmy z dziećmi o tym, co to są dobre maniery. Wytłumaczmy dzieciom, że przez pryzmat naszego zachowania ludzie odbierają nas i wyrabiają sobie o nas zdanie. Że to wcale nie jest takie złe, kiedy wiemy, jak w danej, czy podobnej sytuacji zachować się, dając tym samym przykład swoim rówieśnikom. Tak, jak w przypadku małych bohaterów opowiastek autorstwa Barbary Żołądek. Opowieści poprzedzają panele do dyskusji. Na początek kilka pytań do przemyślenia i rozmowy, następnie coś do zapamiętania i uwagi do rozważania. Nic trudnego, a ile przy tym mądrych wskazówek i rad. Jak ubrać się i zachowywać w teatrze, muzeum, czy restauracji? Kto pierwszy składa życzenia imieninowe? Jak zachowywać się na przyjęciu urodzinowym koleżanki? I co to znaczy cisza nocna? 



„Dobre maniery” to świetna pozycja nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych, by przypomnieć sobie, jak to jest, co wypada, czego nie. Podtytuł książki znakomicie wpisuje się w jej przesłanie. Wypada mieć tę książkę i wypada poznać dobre maniery, zasady dobrego wychowania, by to, czego nauczymy dzieci za młodu, zaprocentowało w przyszłości. W dobie chaosu i wszechobecnej cyfryzacji warto podsunąć dziecku książkę, z której dowiedzą się elementarnych zasad bycia młodą damą lub młodym dżentelmenem. Dobrze i odpowiednio dobrane słownictwo, interesujące sytuacje i świetne ilustracje, znakomicie oddające przesłanie książki. Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję:





Czas na... wywiad z Mirą Białkowską :)





Witajcie Kochani! 

Czerwcowa pogoda zachęca do aktywności na świeżym powietrzu, ale mam też nadzieję, że zaglądacie czasem tutaj po to, by poczytać to, co dla Was przygotowałam. Dzisiaj dzień zaczęłam od króciutkiej rozmowy z Mirą Białkowską, autorką pozycji dla dzieci i nie tylko. Wykształcenie muzyczne i pedagogiczne pomaga jej w tworzeniu wyjątkowych książek. Skromna, ale niezwykle utalentowana. 

Kilka tygodni temu na rynek wydawniczy weszła Jej druga powieść „O co ci chodzi”, której mam przyjemność patronować medialnie, ale autorka ma na swoim koncie już pięć wydanych pozycji. Otwarta, pozytywnie nastawiona do świata. W planach na jesień już szykuje się kolejna powieść, a ja zacieram łapki. Mira pisze wyjątkowo płynnie, z humorem i dystansem. W Jej bohaterkach każda odnajdzie cząstkę siebie i swoich marzeń. 


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Recenzja „O co ci chodzi” niebawem, tymczasem zapraszam do poczytania naszej wspólnej rozmowy. Miłej lektury! 



Witaj Miro. „O co ci chodzi” to druga powieść, która trafiła kilka tygodni temu w ręce czytelników. Piąta pozycja ciepło przez nich przyjęta. Jak Twoje nastroje i emocje? 

Witaj. Jakie towarzyszą mi emocje? Radość. Cieszę się i to bardzo. Nie jestem osobą przebojową, brakowało mi odwagi. Odważna jestem tylko wtedy, gdy mam załatwiać sprawy innych. Jeśli w grę wchodzi mój interes, odwaga mnie opuszcza. Moje (u)twory leżały w przysłowiowej szufladzie bardzo długo. Gdy opuściły szufladę, poszybowały do ludzi i spotkały się z takim wspaniałym przyjęciem, skrzydła mi urosły. Powieść „Wcale mi nie zależy”, wydana w listopadzie, głosami Internautów zdobyła tytuł „Najlepsza książka na wiosnę” (kat. Z przymrużeniem oka) w konkursie granice.pl. Tak więc aniołem nie jestem, a skrzydła mam :D 


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Dwie bohaterki. Rozalia i Monika. Mnie szczególnie interesuje ta druga. Ile jest Ciebie w Monice, a Moniki w Tobie? 

No to, chyba, Cię zaskoczę. W każdej mojej bohaterce jest trochę ze mnie w Monice, Kasi, Rozalii. Monika pisze fraszki, ma wykształcenie muzyczne, podobny typ księżniczki – to ja. Kasi przekazałam swoje zamiłowanie do robótek ręcznych (chociaż to już przeszłość) i wykształcenie pedagogiczne (to moja druga specjalność). W Rozalii można się doszukać pewnych podobieństw ze mną… z czasów studenckich. Ci co mnie znają tak bardzo identyfikują mnie z Moniką (charakterystyczne zachowania, zwroty…), że nawet krąży plotka, że wyszłam za mąż. 

Po raz drugi napisałaś powieść, którą czyta się wyjątkowo lekko i przyjemnie. Jednak, tuż na zakończenie serwujesz czytelnikowi rodzaj wstrząsu. Powiedz mi, czy to wszystko było ewidentnie zamierzone, czy raczej wyszło w trakcie? 

I zamierzone, i wyszło w trakcie. Taka odpowiedź może się wydawać nielogiczna, ale z moim pisaniem to jest tak: wiem od czego powieść zacząć i jak się ona zakończy, ale jaką drogą do tego zakończenia dojść? Dużo rozwiązań pojawia się w trakcie pisania, często mnie samą one zaskakują. Wiedziałam z kim połączę Rozalię, ale co zrobię z pozostałymi osobami początkowo nie bardzo wiedziałam. Adam nie był zaplanowany. Pojawił się, bo chciałam opisać scenę z wesela. Później musiałam coś z nim zrobić. A „wstrząs”? Wyszedł w trakcie i chyba mi się udał, bo wszystkim się podoba, mnie także, a to nie często się zdarza, że autor jest zadowolony. 


Dla Ciebie, po piątej lekturze stwierdzam, nie ma tematów tabu. Ty owszem piszesz z dystansem, Twoi bohaterowie umieją śmiać się ze swoich gaf, czy potknięć, a jednak pojawia się element refleksyjny. Skąd czerpiesz na to wszystko inspiracje? 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Z życia. Ja mam już sporo lat. Dużo przeżyłam, dużo widziałam. Mam dużo różnorodnych doświadczeń, tylko czasu co raz mniej :D 


Skąd fascynacja rubajjatami? Przyznam, że zaintrygowana będę tę kwestię rozkminiać w wolnym czasie. 

Poezją, fraszkami interesowałam się od liceum. Na rubajjaty zwróciła moją uwagę pewna osoba w czasach studenckich i trafiła na podatny grunt. Fascynacja to może za dużo powiedziane. Teksty są „ponure”, ale niewątpliwie oryginalne. W czasach młodości taka oryginalność imponowała. Kupiłam tomik i mam go do dzisiaj. 


Co planujesz w najbliższej przyszłości w kwestii twórczości oczywiście? 

Jesienią tego roku pojawi się moja trzecia powieść „Nareszcie z górki”. Umowa z Wydawnictwem Literackim Białe Pióro jest już podpisana, machina wydawnicza ruszyła. Mam nadzieję, że nie rozczaruję moich Czytelników. 

Coś od siebie dla czytelników: 

W dzisiejszych czasach mamy dużo wspaniałych, uzdolnionych artystów (mówię ogólnie o artystach) i bardzo trudno zaistnieć. Podejrzewam, że gdyby teraz żył Michał Anioł też nie byłoby mu łatwo. Reklama jest silniejsza od talentu i z tym nie mogę się pogodzić. Może warto sięgnąć po książkę nieznanego autora? Może okazać się ciekawszą od tej reklamowanej. 


Dziękuję za rozmowę :)


Zapraszam na facebooka, na profil autorki Miry :)