„Kolonia Marusia” Sylwia Zientek. Trudna, sugestywna, niezwykle emocjonalna, momentami wstrząsająca... ku pamięci...






Wydawnictwo: W.A.B.

Ilość stron: 240


Tę książkę czyta się po kawałeczku, bo jej ciężar merytoryczny przytłacza swoją szczerością, bezpośredniością, ale przede wszystkim trudną tematyką, przesyconą traumą dzieciństwa, dojmującymi relacjami międzyludzkimi oraz głębią przekazu. Sylwia Zientek stworzyła coś na zasadzie osobistej spowiedzi, by traumatyczną historią swojej rodziny podzielić się z czytelnikami dając tym samym sobie samej balans między rozdzierającymi serce wspomnieniami, a bezpretensjonalnością rzeczywistości, która potrafi przytłoczyć nawet najsilniejszą jednostkę.


Nie wszyscy znają przeszłość rodzinną autorki, która rozpoczęła się na Wołyniu, tuż przed drugą wojną światową, kiedy między Polakami a Ukraińcami nie dochodziło do starć, żyli między sobą w zgodzie. Kolonia Marusia była wyjątkowa nie tylko pod względami krajobrazowymi. Autorka nie szczędzi nam barwnych opisów okolic, ale też niesamowitych emocji, jakie w owym czasie towarzyszyły Jej bohaterom. W takich sielskich okolicznościach żyją młodzi państwo Błońscy, którzy dorabiają się swojego wielkiego majątku i szacunku wśród najbliższych sąsiadów. Kiedy banderowcy napadają na polskie osady, dokonując szaleńczych mordów na zamieszkujących Polakach, nie wszyscy są przekonani, że Ukraińcy chcą wymordować wszystkich. W nielicznych jednostkach tli się nadzieja, że jest dla uciekających jakiś ratunek, że Ukraińcy się opamiętają. Nic bardziej mylnego. Młoda Konstancja wiedziona instynktem zmusza swojego męża i dzieci do ucieczki. Takim sposobem znajdują się w Polsce. W trudnych warunkach powojennych dorasta Halina. Przyszła matka Sylwii. Jesteśmy świadkami jej wewnętrznego upadku, popadania w nałogi, gnuśności i wiecznej żałości do całego świata, do romansującego męża. Obserwatorką tego jest dorastająca Sylwia. 





Te osobiste wyznania autorki, odzierania się ze wspomnień, traumatycznej przeszłości, świadomości upadku moralnego rodzonej matki nie są dobrym bodźcem na przyszłość dla dorastającej dziewczyny, która szczerze i bardzo sugestywnie opowiada o swoim dzieciństwie i wieku dojrzewania, a nawet i późniejszym okresie, kiedy już jako matka musiała zmagać się z powracającymi w snach traumami. Ten ciężki bagaż doświadczeń, jaki spotkał przodków autorki ciągnie się przez wiele pokoleń. Autorka wielokrotnie przywoływała sytuacje, w jakich musiała stawić czoła własnym lękom, a nawet walczyć z powracającą depresją. Najgorsze jest to, że nieustannie dostarczała dowodów przewijającej się, dziedziczonej nieumiejętności budowania relacji między najbliższymi. Niedomówienia, brak bliskości, poczucia bezpieczeństwa, oziębłość, krytykowanie.

„Matka nigdy mnie nie przytulała i nie okazywała czułości. Trudno o bardziej banalną skargę, a jednak tak było. Sama tak właśnie była wychowana. Skarżyła się czasami, że babcia była osobą oschłą, często karciła dzieci, rozdzielała razy mokrą ścierką i nigdy nie okazywała cieplejszych uczuć.”


Wielowątkowość tej powieści, niewyszukany język, prostota przekazu są jej niepodważalnymi atutami. Trzecioosobowa narracja, powroty do przeszłości, obrazy ludobójstwa powodują w nas niesamowitą mieszankę emocji. Przy niektórych scenach musiałam przerywać czytanie, by nabrać tchu i powstrzymać łzy, bo te, w których ofiarami były dzieci wywoływały w mnie narastający bunt i serię pytań o sensowność tych śmierci.


To nie tylko książka o ludobójstwie na Wołyniu. Do pewnych podejmowanych tematów trzeba dojrzeć. Myślę, że tak jest i w tym przypadku. Przeszłości i historii nie zmienimy, trzeba się z nią zmierzyć, pogodzić, odłożyć na bok, ale pamiętać. Pielęgnować tę pamięć w najdrobniejszych szczegółach. 



„Kolonia Marusia” Sylwii Zientek wzrusza i porusza, momentami wstrząsa naszą świadomością, zmusza do głębszej refleksji. To powieść wielowątkowa, szczera, niczym próba rozliczenia się z trudną przeszłością. To książka niecodzienna, na pewno nie lekka, taka, którą czyta się ze łzami w oczach i takim odczuciu przytłaczającej autorkę przeszłości. Emocjonalna, niezwykle sugestywna, refleksyjna. Na pewno zostanie z Wami na bardzo długo.

Szczerze polecam jako lekturę obowiązkową!


Komentarze

  1. Zapisuję tę książkę do listy książek, które chcę przeczytać. Bardzo mnie ona zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A książkę polecam całym sercem! Pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...