sobota, 13 stycznia 2018

„Eksplozje Króla Kaszub” Bruno Banino. Szokująca, szczera, zaskakująca opowieść, której fabuła rozgrywa się na tle malowniczych terenów Kaszub...








Wydawnictwo e-bookowo.pl

Ilość stron: 345

Nowość wydawnicza




„Noc była ciepła i bezgwiezdna. Gęstą suknią swej odwiecznej tajemnicy zakrywała wspaniałą mozaikę lasów, jezior, łąk, pól i kaszubskich wioseczek.”

Gdybym miała oceniać okładkę, to zdecydowanie „Eksplozje Króla Kaszub” otrzymałyby ocenę negatywną. Gdybym miała wybierać w księgarni książkę po okładce, przez swą krzykliwość i trącającym na odległość kiczem, nigdy bym po nią nie sięgnęła. Dlaczego? Jestem wzrokowcem i bardziej uwodzą mnie okładki zdecydowanie stonowane. Ale... wiem, że wiele osób kieruje się pierwszym błyskiem myśli i wezmą tę książkę do rąk po to, by odkryć płynące z niej tajemnice i przekonać się, jak ma się okładka i dwuznaczny tytuł do treści.


Ta książka jest tak nietypowa i niesztampowa, że czytając człowiek się zastanawia, ile z tego, co napisał autor jest prawdą, a ile fikcją literacką? Czy to taki swoisty rodzaj ironii autobiograficznej, czy opowieść o życiu, w którym więcej było zakrętów, niż prostych ścieżek? Jedno jest pewne, nuda Wam nie grozi. Bruno Banino używa dosyć specyficznego języka, okraszonego typowymi dla Kaszubów zwrotami i określeniami, a przy tym daje upust swoim zwierzeniom. 

„Piłka nożna była naszą religią, naszym powietrzem, naszym żywiołem. Jedyną rzeczą, oprócz dopalaczy, alkoholu i panienek, która sprawiała nam przyjemność.”



Bruno Banino jest szaloną postacią. Ma do siebie ogromny dystans, poczucie humoru i lekkość pióra, bo książkę czyta się szybko. Banino urodził się i żyje na Kaszubach. Regionalny patriotyzm przemawia do nas z tej opowieści na tyle, że chce się je poznać z autopsji. Mi osobiście tereny znane, bo żyję po sąsiedzku. Bory Tucholskie graniczą z Kaszubami i Kociewiem. Wszyscy wzajemnie czerpiemy od siebie inspiracje i codzienne rytuały. Wiele opisywanych w książce miejsc jest mi znanych. Podobnie, jak tło społeczne i wiek autora, który rocznikowo jest dwa lata starszy ode mnie, także ta podróż do początków i momentów życiowych była dla mnie niezwykle sentymentalna. To tak, jakby wyjąć stary album i pooglądać dawne zdjęcia.


Niezwykle szczery Bruno Banino nie przebiera w słowach. W swych wywodach nadzwyczaj bezpośredni, nie ubarwia, nie przechodzi obok problemów, pisze wprost. Trudne dzieciństwo, buntownicza młodość, alkohol, dopalacze, romans z ponad siedemdziesięciolatką, ciemne interesy, więzienie, dziwne zawodowe wybory. To eksplozje, wybuchy momentów, które nadały tej opowieści pewien ciąg i rytm, a zabrakło w niej zdecydowanie głębokich uczuć. Nie ma tu mowy o prawdziwej, szczerej miłości, za to są ekscesy i chwile uniesień, które stają się wyznacznikiem chęci posiadania. W drugiej jednak warstwie można doszukać się przewrotności losu autora, który złą sytuację materialną i rodzinną przyćmiewał ekscentrycznymi decyzjami, przyjmując wszelkie tego konsekwencje.


„Eksplozje Króla Kaszub” szokuje, momentami zaskakuje, ale też porusza. Taka prawdziwa opowieść o życiu na tle malowniczych krajobrazów Kaszub, w której nie brak szczerych wywodów, sentymentalnych podróży we wspomnienia, ciętego języka, potoczności. Autor zręcznie przenosi nas w lata swojego dzieciństwa, młodości, trudnych momentów dorosłości, szukania swojego miejsca, zawodowych ścieżek. Brak w niej szczerości uczuć. Co wrażliwszych zniesmaczy, innych zszokuje, jeszcze innych zaintryguje. Jedno jest pewne, Bruno Banino rozpoczął eksplozję pokazów swoich umiejętności. Ciekawe, czym zaskoczy nas znowu, bo z tego co pisze, szykuje dla czytelników kolejną niespodziankę. Apropo niespodzianek! Jedną z nich znajdziecie na końcu książki!


Szczerze polecam!


Za książkę i lekturę dziękuję Autorowi






piątek, 12 stycznia 2018

"Dzieci są takimi czytelnikami jak ich rodzice. Jeśli rodzice czytają, to czytają także ich dzieci." Wywiad z Mirą Białkowską, twórczynią :)



"Dzieci są takimi czytelnikami jak ich rodzice. Jeśli rodzice czytają, to czytają także ich dzieci."


Mira Białkowska to twórczyni wszechstronnie utalentowana, która wielokrotnie gościła na łamach mojego bloga. Miałam przyjemność patronować medialnie wszystkim Jej pozycjom i tym samym widzieć, jak kształtował się od początku - trochę niepewnie, małymi kroczkami, nieśmiało - Jej warsztat pisarski. Mira, to osoba bardzo sympatyczna, ciepła, uśmiechnięta, otwarta i zdecydowanie zdystansowana. Przy okazji patronatu medialnego nad Jej ostatnią pozycją "Wcale mi nie zależy" zadałam autorce kilka pytań. 
Życzę Wam miłej, inspirującej lektury


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki



Miro, dziękuję za poświęcony czas :)

Lubisz podróżować. Które miejsce wspominasz najlepiej, które Cię zafascynowało? Jak inspirujące są dla Ciebie takie wyprawy? 

Bardziej mnie fascynuje przyroda niż architektura. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci Biały Kanion na Synaju (wędrówka przez pustynię i wizyta w oazie Ain Khudra), greckie Meteory, norweskie fiordy, Krym, Azja… 

Wrażenia mam dla siebie. Nie sposób ich przekazać, a pokazywanie fotografii? To już nie to. Kiedyś mój zięć zapytał moją córkę: ”Czy mama to była w tej Tajlandii?” Bo nic nie mówi, nie pokazuje zdjęć”. Robię oczywiście zdjęcia z podróży, ale pokazuję takie, które zawierają coś ciekawego, nietypowego. W Izraelu np. zrobiłam sobie zdjęcie przy pojemniku do detonowania ładunków wybuchowych. Architekturę to można obejrzeć w przeróżnych atlasach, folderach… 


Od „Fraszkowej uczty” minęły niecałe dwa lata (zważywszy na fakt, iż w kalendarzu mamy już rok 2018), ale podsumowując miniony, wynik jest imponujący: dwie książeczki dla dzieci, jedna dla dorosłych. Jak Ty, z perspektywy autorki, pisarki, twórczyni oceniasz ten czas? 

Bardzo pracowicie, zakończony sukcesem. Wprawdzie powieść dla dorosłych była wcześniej napisana, ale trzeba było włożyć dużo pracy, by to co leżało w szufladzie, przybrało taką formę w jakiej dotarło do czytelnika. 

I mam tu na uwadze swoją pracę, ale wiadomo, że nad książką pracowały też inne osoby. Z książeczkami dla dzieci było łatwiej. Musiałam tylko dopisać kilka fraszek. Więcej pracy miała ilustratorka – Agnieszka Kazała. Kto widział ten się ze mną zgodzi, że rysunki są cudne. 


Jakimi czytelnikami są dzieci? 

Dzieci są takimi czytelnikami jak ich rodzice. Jeśli rodzice czytają, to czytają także ich dzieci. W pierwszym okresie życia dziecko jest skazane na rodziców i panie w przedszkolu. Trzeba je tego nauczyć, rozbudzić w nim zaciekawienie książką. 


Dla jakiej grupy czytelników pisze Ci się lepiej? 

Dla dorosłych, zdecydowanie.


Nie myślałaś o tym, by napisać dłuższą bajkę dla dzieci o zamkniętej konwencji, ze szczęśliwym zakończeniem, mądrym morałem? 

Napisałam. Kiedyś na zamówienie napisałam scenariusz przedstawienia, które wystawiane było w przedszkolach. Podarowałam ten scenariusz pewnej osobie i nie figuruję tam jako autorka. Przedstawienie cieszy się powodzeniem i ta osoba poprosiła mnie o napisanie scenariusza drugiego przedstawienia. Napisałam. Jest to historia o żywiołach. Występuje Królowa Aura, sługa Szaruga i różne żywioły, które kłócą się, kto z nich jest najważniejszy. Ponieważ nie doszło do podpisania umowy (jeśli przedstawienie jest wystawiane to bez mojej zgody), zamierzam je wykorzystać.


A bajki? Prowadząc muzykoterapię w przedszkolu wymyślałam dla dzieci krótkie bajki, które się dzieciom podobały. Można by je spisać, ale… doba jest za krótka. 


„Wcale mi nie zależy” to lekka, z humorem napisana historia z dwóch perspektyw mądrych, doświadczonych kobiet. Jak długo pisało Ci się tę powieść? 

Bardzo długo. Napisałam to przed laty. Leżało w przysłowiowej szufladzie. Czasem zaglądałam do tekstu, uzupełniałam.


Czy tworząc jej bohaterów od razu wiedziałaś, że będą nimi postaci w kwiecie wieku, którzy już jakiś etap życia mają za sobą? 

Tak.


Gdybyś miała zachęcić potencjalnych czytelników, właśnie w takim wieku do lektury „Wcale mi nie zależy”, to co byś chciała im na początek powiedzieć? 

Żeby przeczytali :) Wiem. Jest to odpowiedź w stylu „masło jest maślane”. Rozszerzając wypowiedź powiem tak: Jeśli przeczytają, przekonają się, że wiek bardzo dojrzały nie musi być dopustem bożym. Oczywiście mało komu w tym wieku udaje się znaleźć miłość, ale życie na emeryturze może być bardzo udane, szczęśliwe, wesołe. Moje bohaterki są tego przykładem. Potrafią śmiać się z siebie (np. Krystyna nieustannie żartuje ze swojej tuszy), a to ułatwia życie. Naprawdę wiele od nas samych zależy. 


Prywatnie jesteś osobą bardzo zdystansowaną, z dużym poczuciem humoru. Czy któraś z bohaterek przypomina odrobinę Ciebie? 

Oj tak! Ci co mnie znają, tak bardzo utożsamili główną bohaterkę ze mną, że poszła plotka – Białkowska wyszła za mąż :) (jestem wdową). Ci, co mnie znają blisko, przekazywali mi informacje: „Czytam już jak jedziesz do Szczecina”. „Kiedy ty tak lądowałaś do tego autobusu?”. Już mi się znudziło wyjaśniać, że lądowałam nie ja tylko inna osoba, i nie w Szczecinie, tylko w Gdyni itp. 


W czym na co dzień upatrujesz sensu i radości? 

Sensu? Mam jakiś cel, nawet nie jeden, jakieś marzenia i staram się je realizować.

A radości? Radości upatruję się we wszystkim (nie dotyczy to jakichś tragicznych sytuacji). Szukam wesołych akcentów wszędzie, gdzie tylko to możliwe. Kiedyś jechałam autobusem, który gwałtownie zahamował. Scena groźna, ale nic się nikomu nie stało. Później, gdy opowiadałam mojej przyjaciółce jaki bałagan powstał w autobusie, jeszcze kilka godzin po zdarzeniu śmiałyśmy się. Opisałam tę scenę w drugiej powieści. 


Jesteś refleksyjną osobą? 

Tak. Należę do homo sapiens recens, nie tylko z nazwy. Mam poczucie humoru, lubię się śmiać, a z myśleniem nie mam problemu. Wiele rzeczy „musowo” przemyśleć.

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Świat muzyki jest Ci bardzo bliski. Masz jakąś swoją ulubioną melodię, przy której np. lubisz pisać? 

Melodii ulubionych mam wiele. Słucham muzyki instrumentalnej tzn. bez wokalu. Najchętniej relaksacyjnej (Skaroulis, Secret Garden, Yanni i wielu innych) i klasycznej (Chopin, koncerty fortepianowe romantyków), ale pracuję w ciszy.


Jakie są Twoje literackie inspiracje, których autorów twórczość cenisz najbardziej? 

Niedościgłym wzorem dla mnie jest Thomas Romanus i Phil Bosmans. Jest w nich tyle mądrości, że można je „jeść garściami”. Każde zdanie jest mądre, ma swoją „wagę”, jest oczywiste i co ciekawe – chłoniesz je, a trudno tekst zapamiętać. Często do tych tekstów wracam. Na co dzień czytam książki polskich autorek, bo nie starcza mi czasu na przeczytanie wszystkiego. Ilość książek, które na mnie czekają liczę na metry :). Nie będę wymieniać autorek, bo jest dużo świetnych, a nie chciałabym żadnej pominąć, ale wspomnę jedną: nieżyjącą już Monikę Szwaję. 


Plany wydawnicze na najbliższy czas: 

Bardzo dobre przyjęcie powieści „Wcale mi nie zależy” dodało mi skrzydeł i nadało przyspieszenia. Złożyłam w Wydawnictwie Literackim Białe Pióro kolejną powieść pt. „O co ci chodzi?”. Niebawem powinna się ukazać (kwiecień? maj?). 


Coś od siebie dla czytelników: 

Wykorzystam okazję i podziękuję Im za zainteresowanie moją twórczością. Dziękuję za poświęcony czas na lekturę moich książek. Cieszy mnie każda przeczytana książka. Cieszy mnie każda Wasza opinia. Dlatego na okładce książki znajdziecie mój adres e-mail. Bardzo sobie cenię Wasze zdanie. Zachęcam do kontaktu. 


Dziękuję za rozmowę :)






czwartek, 11 stycznia 2018

[Audiobook. Patronat medialny] „Francuskie zlecenie” Anna J. Szepielak. Piękna, epicka powieść,w której teraźniejszość przeplata się z tajemniczymi wydarzeniami z przeszłości...






StoryBox.pl
Czas trwania: 10 godz. 43 min.
Czyta: Joanna Domańska



Kolejna polska autorka, którą odkryłam dopiero teraz i nie będę wahała się sięgać po Jej powieści w ciemno. Urzekła mnie misternie dopracowana fabuła książki, autentyczni bohaterowie, nakreślony przez autorkę klimat, specyficzna atmosfera oraz plastyczne opisy, dzięki którym przywołane sytuacje bez problemu można sobie zobrazować w wyobraźni. Dodatkowym atutem jest po raz kolejny znakomita, na wysokim poziomie opracowana interpretacja Joanny Domańskiej, która z kolei widnieje na mojej liście ulubionych lektorów na bardzo wysokim miejscu. Pani Joanna spisała się na medal. Z jej interpretacji wyczuwa się ogromną pasję i szacunek do pracy autora. Daje popis głosem od samego początku, profesjonalnie oddzielając dialogi od opisów, zmieniając barwę głosu odpowiednio do bohaterów, a nawet akcentując charakterystyczną mowę Francuzów. Autorka zaś oczarowała mnie nie tylko niecodziennym pomysłem na fabułę, ale też specyficzną aurą oniryczną, która z każdym oplata nas wokół siebie, zaciekawiając od pierwszych wersów.


Główną bohaterką powieści jest młodziutka fotograficzka Ewa, która pracuje w jednej z renomowanych agencji fotograficznych. Pewnego dnia, w agencji pojawia się tajemnicza kobieta, która chce Ewę wynająć do tajemniczego zlecenia. Jego realizacja wiązać się będzie z wyjazdem do Francji. Ewa wyrusza w podróż życia. Na miejscu kobieta przeżyje wiele intrygujących sytuacji, z których każda wywrze ogromny wpływ na jej światopogląd i życie prywatne. Ewa dozna niewytłumaczalnych, onirycznych wrażeń, zdobędzie sympatię całej rodziny Elizy – tajemniczej zleceniodawczyni z Francji, w której panuje system matriarchatu, jednocześnie sumiennie pracując, spędzając czas na poznawanie rodzinnych tajemnic Elizy i Konstancji. Autorka osnuła te opowieści mgłą tajemniczości, gdzie zaszłości z przeszłości mają ogromny wpływ na postrzeganie rzeczywistości przez seniorkę rodu – Konstancję. Wszystko co wydarzy się w luksusowej rezydencji, do której Ewa trafi na czas przyjazdu, odbije się także na jej emocjach, odczuciach, tęsknotach. Ewa jest wrażliwą osobą i te nieokreślone sytuacje przysporzą jej tylko dodatkowych pytań.




Jestem bardzo uraczona prozą Anny J. Szepielak, która znakomicie oddała klimat wydarzeń z poprzednich epok, łącząc je z sytuacjami z teraźniejszości. Autorka nie potrzebowała wyszukanych słów, czy standardowych intryg, by stworzyć piękną epicką opowieść, przeplatając z sugestywnymi opisami okolic Prowansji i bardzo relatywnych relacji międzyludzkich. Dynamiczne dialogi napędzają tempo akcji, a autentyczne sylwetki bohaterów jeszcze bardziej podkreślają jej wyjątkowość i precyzję w kreowaniu tła społecznego. Tutaj nic nie pojawia się przypadkiem, każdy element jest przemyślany, dopracowany, dopieszczony.


„Francuskie zlecenie” Anny J. Szepielak jest powieścią, która urzeka swoją prostotą i głębią przekazu jednocześnie. To powieść, w której emocje mieszają się z uczuciami, odczuciami, zmusza do głębszej refleksji, odkrywa co nieznane i enigmatyczne. Autorka postarała się o każdy najdrobniejszy szczegół, by czytelnik nie nudził się i mógł przeżywać wszystkie sytuacje i przemierzać tajemnice rodu wraz z bohaterami, którym towarzyszymy w najważniejszych momentach życia. To powieść o trudnych decyzjach, świadomych wyborach, otwieraniu się na nowe i nieznane, o odkrywaniu siebie i swoich potrzeb, podsumowaniach i nadziejach. Interpretacja Joanny Domańskiej tworzy wokół powieści specyficzną aurę i jest tym, czego oczekuję od wersji audio. Lektorka balansuje głosem, tworzy napięcie, akcentuje odpowiednie miejsca i maluje całość odpowiednią barwą. 

Szczerze polecam!


Za audiobooka i możliwość patronatu, dziękuję:







[Zapowiedź] Dominika van Eijkelenborg wraca z nową powieścią "Tkanki" :)




Uwielbiam pióro Dominiki van Eijkelenborg, dlatego z tym większą niecierpliwością czekam i wypatruję najnowszej pozycji autorki, która w połowie lutego będzie miała swoją premierę :)




PREMIERA: 16.02.2018 



Matka poważnie chorej Evi, której właśnie przeszczepiono nowe serce, nawet nie podejrzewa, że dopiero po udanej operacji dozna prawdziwej straty jedynego dziecka. Nikt nie podejrzewał, że przeszczepiony organ wkrótce stanie się intruzem, który całkowicie przejmuje kontrolę nad dziewczyną. Nastolatkę zaczynają dręczyć sny, których nie potrafi zrozumieć, a jakaś tajemnicza siła prowadzi ją w nieznane dotąd miejsca i pcha w ramiona mrocznego Sandera.



Wciągający thriller, który pokazuje, że serce nigdy nie zapomina

Nastoletnia Evi Brouwer cierpi na poważną chorobę serca i do życia potrzebuje przeszczepu, przez co jej matka przechodzi załamanie. Kiedy zrozpaczona kobieta powoli zaczyna tracić nadzieję, niespodziewanie pojawia się ratunek. Dawcą serca zostaje młoda dziewczyna Finya, która zginęła w wypadku samochodowym.

Nikt nie podejrzewał, że przeszczepione serce zachowa wspomnienia i cechy osobowości Finyi. Wkrótce nowy organ staje się intruzem, który całkowicie przejmuje kontrolę nad Evi. Nastolatkę zaczynają dręczyć sny, których nie potrafi zrozumieć, a jakaś tajemnicza siła prowadzi ją w nieznane dotąd miejsca i pcha w ramiona tajemniczego Sandera.

Matka Evi czuje, że dopiero teraz może stracić córkę na zawsze i postanawia zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Czy zdoła przekonać kogoś, że z jej córką dzieje się coś strasznego? Czy nowe serce chce zaszkodzić dziewczynie?

Dominika van Eijkelenborg, znana z książki Kiedy będziemy deszczem, ponownie zmusza do przedefiniowania światopoglądu swoich czytelników. Wprowadza ich w stan lekkiego niepokoju, kiedy roztacza przed nimi wizję ciężkich do wyjaśnienia zdarzeń. Czy to możliwe, że serce dawcy przejmuje kontrolę nad uratowaną osobą?

Dominika van Eijkelenborg to polska autorka pochodząca z Suwalszczyzny; studiowała i pracowała w Krakowie. Z wykształcenia jest pedagogiem, z zamiłowania łuczniczką, entuzjastką jogi i pisarką. Mama dwóch córek – owoców szalonego romansu, który przerodził się w wielką miłość i zawiódł ją do Holandii, gdzie obecnie mieszka.




środa, 10 stycznia 2018

„Lepsza połowa” Izabela Pietrzyk. Opowieść o tym, co prawdziwe...







Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ilość stron: 503




„Gdy się ciągle żyje nad brzegiem przepaści,
już się jej nie dostrzega”
(Pola Negri)

Znakomita książka Izabeli Pietrzyk, dzięki której mogłam poznać twórczość autorki chociaż w jakimś maleńkim stopniu, odzwierciedla charakter współczesnej femme fatale i pod płaszczykiem lekkiego pióra, przemyca bardzo cenne portrety psychologiczne. Pozornie autorka stworzyła tragikomedię w dwóch aktach, bo życie Marty można tak właśnie zdefiniować. Lekkość pióra, cięty język, potoczność, bezpośredniość, a przy tym mądrość i przemawiająca do nas wielopłaszczyznowość. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to lekka komedia, jednak śmiem twierdzić, że wiele kobiet odnajdzie cząstkę siebie w postaci głównej bohaterki.


Izabela Pietrzyk i owszem, nie szczędzi nam dobrego humoru, bo merytorycznie tekst ma zabarwienie żartobliwe. Czytając miałam jednak wrażenie, jak wielki ciężar przytłacza Martę i zadawałam sobie jedno podstawowe pytanie, co takiego wydarzyło się w przeszłości kobiety, że przyjęła ona taką życiową pozę – styranej życiem matki, żony? Autorka serwuje nam opowieść o kobiecie, która stara się sprostać swojej roli – idealnej, zaspokajającej potrzeby żony i matki, będącej na każde zawołanie. Każdy rozdział opatrzony jest cytatem – bądź to o miłości, bądź o kobiecie. 


Marta ma męża i stojącego u progu dorosłości syna. Niby nic w tym schemacie nie odbiega od normy, jednak Marta wychowywana w świadomości na model kobiety posłusznej swojemu mężczyźnie, przez trzydzieści lat wypracowała u swoich mężczyzn lenistwo, wygodnictwo, a nawet bezczelność. Robert z Dominikiem od zawsze trzymali ze sobą sztamę, traktując Martę jak prywatną gospodynię. Irytowały mnie ich odzywki do kobiety, która była ich żoną, matką. Nie dość, że pracowała zawodowo w ośrodku zajmując się ludźmi chorymi na Alzheimera, to jeszcze nikt w domu jej nie pomagał i wszelkie obowiązki spadały na nią. Nic dziwnego, że Marta przechodziła okres frustracji, irytacji, często podnosiła głos, rzucała frazesami, wyzwiskami na swoich facetów, doprowadzając siebie w pewnym momencie do obrzydzenia ich osobami. W dodatku obaj niczego też jej nie ułatwiali. Ciapowaci, wiecznie czegoś oczekujący, maruderzy, którym trzeba wszystko podstawić pod nos, zrobić, wypielęgnować. Marta ma jedną przyjaciółkę, której wypłakuje wszystkie swoje żale, Jolkę. Akcja rozkręci się, kiedy do domu Gawrońskich zawita dawny przyjaciel Roberta, Bartek. Wizyta ta okaże się wielką niespodzianką i początkiem rozpadu poukładanych od dawna równiutko puzzli.





Izabela Pietrzyk poprowadziła fabułę opowieści dwutorowo. Główną bohaterką jest Marta i wszelkie wydarzenia widzimy z jej perspektywy, ale autorka daje też szansę Robertowi i wstawki w postaci jego myśli mamy okazję poznać przy każdym starciu z żoną. Autorka w bardzo przemyślany, skrupulatny sposób dokonała również nakreślenia późniejszych scen z rozprawy sądowej i spotkania z psychologiem. Wcześniejsze sceny nabierają wówczas zupełnie innego kolorytu i kształtu, nawet innej perspektywy.





Ta powieść doskonale podkreśla i uzmysławia, że nie trzeba być w życiu zbyt nadgorliwym, bo dobro i chęć niesienia pomocy może później zburzyć pewien porządek i pewne przyzwyczajenia. Próbowałam w Marcie dostrzec cechy pozytywne. I ona je ma, ale za bardzo skupia się na tym, by wszystkim wkoło dogodzić. To osoba emocjonalnie zagubiona, która w pewnym momencie nie radzi sobie ze sobą, z tego emocjonalnego napięcia, ciągłego zamartwiania się, obawy, poczucia obowiązku wobec wszystkich i wszystkiego, zagubiła własne potrzeby i chęć wsłuchania się w siebie. Te ciągłe narzekania, wyzwiska zaczynają udzielać się wokół. Nie wiemy dokładnie, co zaszło w Paryżu, ale dzięki bohaterom pobocznym, tym obserwatorom subsydialnym możemy dokonać chłodnego, neutralnego oglądu i po swojemu zinterpretować wszelkie zaszłości z przeszłości.


„Lepsza połowa” Izabeli Pietrzyk to prawdziwa opowieść o życiu, w którym radości i smutki przeplatają się jak w kalejdoskopie. To powieść z psychologicznymi portretami bohaterów, z których każdy wnosi do powieści swoje perspektywy i światopoglądy. Napisana lekko, z dużym poczuciem humoru i dystansu. Daje do myślenia i pozwala na dłuższą chwilę refleksji. Powieść, którą napisało życie, bo takie sytuacje i wydarzenia mogą mieć przecież miejsce wszędzie. Świetna książka o prawdziwości relacji międzyludzkich, pełna mądrości życiowych.


Szczerze polecam!





wtorek, 9 stycznia 2018

„Jak Feniks z popiołów” Greta Gulsen. W życiu nigdy nie ma nic pewnego...






Wydawnictwo Czarna Kawa
Ilość stron: 316



Jak na debiut autorski, całkiem udana powieść, która znakomicie oddaje psychikę ludzkiej natury, pod wieloma względami dotykająca ważnych aspektów naszej egzystencji. Bardzo mi się spodobała perspektywiczność powieści, nie skupianie uwagi tylko na głównej, młodej bohaterce, ale też na wątki i bohaterów pobocznych. Greta Gulsen podjęła też dosyć specyficzny temat. Lekarze pomagają, leczą ludzi, ale sami również są tylko ludźmi, i także chorują. Wydawałoby się, zbliżając się do polityki, że to aktualny temat, jednak ja wystrzegam się go, jeśli książka nie dotyka bezpośrednio świata polityki. 


Swoją powieść Greta Gulsen podzieliła na trzy ważne etapy w życiu swojej bohaterki, bardzo zręcznie ujmując świat medyków, ich drugą, prywatną naturę. Laura Chojnicka to młodziutka pani anestezjolog z trudną przeszłością. Wcześniej wychowywała się w domu dziecka. Została lekarzem z własnych wygórowanych ambicji i poniekąd po to, by pokazać, że dzieci z takich placówek również mogą w życiu bardzo wiele osiągnąć. To osoba trochę zagubiona w życiu, próbująca poukładać sobie ten wewnętrzny rozgardiasz, ale miałam wrażenie, że raczej sama niewiele mogła. Kobieta wikła się w jakieś trudne do określenia emocjonalno - uczuciowe związki z mężczyznami, jednocześnie zmagając się z własną chorobą. 


W drugim rozdziale, sześć lat później jesteśmy świadkami konsekwencji powziętych przez Laurę decyzji oraz historię Gustawa i Jagny, którzy w relacjach na gruncie lekarz – pacjent znaleźli ze sobą wyjątkową więź. Zaś w trzeciej, Gustaw to dorosły mężczyzna, który rozpoczyna samotną walkę z otaczającym go światem. Wszystkich tych bohaterów łączy jedno – samotność w tłumie, doświadczenia życiowe i odradzająca się z trudów przeszłości nadzieja, że mimo wszystko świat wcale nie jest taki zły.




Laura wyjątkowo pogubiła w życiu pewne wartości i zasady. Za cenę zdrowia i nawet życia próbuje wiecznie coś udowadniać, a z gąszcza adoratorów zachować zdrowy rozsądek, którego momentami przyćmiewały wątpliwości i porywy chwili. Bez wątpienia każda postać pojawia się tu w związku z odradzającym się symbolicznie Feniksem. Bohaterowie poboczni mają ogromny wpływ na tych z pierwszego planu, dla których z kolei ścieżki życia są tak pokrętne i zawiłe, że aż wzbudzające nasze czytelnicze różne odczucia. Laurę można albo polubić, albo znienawidzić. Autorka nikomu niczego nie ułatwia, buduje swoim bohaterom problemy, piętrzy scementowane mury, by każdy z nich mógł się przekonać, że życie jest momentem, kruchą chwilą i zrujnować je sobie można wręcz jednym pstryknięciem palca.


Autorka swoją lekkością i zręcznością pióra pokazała, że zdecydowanie obrazy stworzonych przez siebie postaci grają tutaj znamienną rolę. Aspekty metaforycznego, a nawet symbolicznego, tytułowego Feniksa widoczne są także w tle społecznym akcji. Każdy rozdział bowiem zdecydowanie przeplata nowa sieć psychologicznego portretu społecznego, opartego na innej zasadzie. Greta Gulsen porusza również kilkakrotnie pewne tematy dotyczące moralizatorstwa wiary katolickiej, czy przekłamań w produkcjach filmowych robionych wyłącznie dla pieniędzy. O ile niektórych, co wrażliwszych odbiorców takie opinie mogą obrażać, o tyle na mnie nie robią żadnego wrażenia. Autorka nie skąpi nawet ostrego języka, używając zwrotów wprost, bezpośrednio, odznaczając się ciętym językiem i ripostą. Nie wiem, czy nie są to prywatne opinie autorki, których nie przemyciła do fabuły. Mnie to nie uraża, podchodzę do tego typu wynurzeń z ogromnym dystansem.




Myślę, że debiut autorki jest całkiem udany. Dzięki plastycznym opisom i zręczności pióra stworzyła bardzo autentycznych bohaterów, którzy wywołują w nas wiele sprzecznych emocji, ale tworzą oni trzon fabuły i nadają jej zdecydowanego charakteru. Akcja jest dosyć dynamiczna, wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, układając przed nami obrazy, które chcemy poznać i przypasować do swojej rzeczywistości, jednak, autorka nie daje wytchnienia ani bohaterom, ani fabule. Intryguje, prowokuje, zaskakuje i pokazuje, że w życiu nie ma nic pewnego, a relacje między ludźmi mogą naprawdę wiele w nim zmienić.


Polecam!


Za egzemplarz w formie e-booka, dziękuję Autorce :)





poniedziałek, 8 stycznia 2018

„Zaginione miasto” Anna Klejzerowicz. Enigmatyczne, ukryte w dziełach sztuki i tajemniczych szklakach historii intrygujące elementy zagadki kryminalnej...






Wydawnictwo Replika

Ilość stron: 320



Uwielbiam polskie autorki! Ich proza jest jak miód na serce czytelnicze. Niewymuszona, intrygująca i niczym nie odbiegająca od zagranicznej. Uwielbiam pióro pani Ani. Autorka pisze bardzo przejrzyście, łącząc wątki historyczne ze sztuką oraz nietuzinkowymi bohaterami, którzy dzięki swej autentyczności jeszcze bardziej oddają wyjątkowość prozy autorki. Kilka pozycji miałam przyjemność poznać, dlatego tym chętniej sięgnęłam po „Zaginione miasto”, tym bardziej, że książka już dłuższą chwilę czekała na to, by wreszcie wziąć ją do rąk i poznać treść. Cieszę się, że się przy niej nie nudziłam, a autorka zaserwowała mi kryminał, w którym głównym wątkiem stały się tajemnicze dokumenty pewnego równie tajemniczego mężczyzny, fascynata historii, który stał się ich posiadaczem po śmierci jego ojca. Co kryją w sobie?


Autorka zręcznie nakreśliła fabułę, przeplatając osobistymi kłopotami Emila Żądło, który po rozstaniu z Martą próbuje leczyć swoje odrzucone serce w alkoholu, papierosach i małej kanciapie redakcyjnej, w której przychodzi spędzać mu już nie tylko dnie. Zagadkowy telefon i tajemnicze dokumenty, jakie trafią do rąk Emila zawiodą go do amazońskiej dżungli i pewnych zdarzeń z przeszłości, nawet sprzed i z czasów drugiej wojny światowej. Co z tytułowym zaginionym miastem i podróżnikiem, który zaginął na szlaku tej wyprawy?





Anna Klejzerowicz szczególnie upodobała sobie zagadki historyczne, tworząc z nich za każdym razem inne mozaiki współczesności, dając do zrozumienia, że jako ludzie teraźniejsi mamy przecież jakąś fundamentalną przeszłość, która stworzyła temu podwaliny. Autorka szczególnym sentymentem wielbi dzieła sztuki, wokół których snuje enigmatyczne opowieści, w których próżno szukać gotowych odpowiedzi na pytania, często retoryczne. 


Dzięki plastycznemu, autentycznemu językowi powieści i sugestywnych wątkach dostajemy od autorki to, czego każdy pasjonat historii i kryminału szuka w książkach. Dopracowanej, przemyślanej intrygi, specyficzny klimat, wspaniałego Emila Żądło, którego nie sposób nie lubić. Zacięty, hardy, dociekliwy dziennikarz śledczy, któremu nie da się grać na nosie, bo do każdego zadania podchodzi bardzo skrupulatnie, nie zważając na komentarze innych. Nawet, jeśli śledztwo prowadzone jest oficjalnie, on ma zawsze swoje teorie i podąża swoimi ścieżkami, byle dojść do sedna sprawy., niczym detektyw. Nie inaczej jest i tym razem, interesujące okażą się wiadomości od córki zamordowanego mężczyzny, który dzwonił do Emila tuż przed swoją śmiercią.


„Zaginione miasto” Anny Klejzerowicz łączy w sobie znakomite elementy intrygującego kryminału, zagadki dla jednego z najlepszych dziennikarzy śledczych, niczym detektywa, zbrodni w imię zdobycia prestiżu oraz nietuzinkowych bohaterów, z których każdy ma tu swe odrębne miejsce, ale też istotny wpływ na całość śledztwa i fabuły. Autorka zręcznością pióra tworzy coś na rodzaj mozaiki zagadki kryminalnej, ale z dynamicznym tłem, która nie pozostawia nam cienia wątpliwości, że przygoda z Emilem Żądło jest tego wszystkiego warta, zawsze!



Szczerze polecam!


Za egzemplarz dziękuję:






Zapowiedzi premier i nowości wydawniczych Wydawnictwa Initium :)




Kochani!

Dzisiaj propozycje, jakie prezentuje Wydawnictwo Initium.



Wiktor Mrok
"CZERWONY PARASOL. Z tajnych akt służb specjalnych"


Ilość stron: 592
Premiera: 19.01.2018




Zimowa Moskwa. Siedemnastoletnia Tatiana, wracając z treningu gimnastyki, nie wie jeszcze, że jej życie za chwilę zmieni się nieodwracalnie. Kiedy w swoim domu, w zamożnej dzielnicy miasta, znajduje brutalnie zamordowanych rodziców i siostrę, nie pozwala sobie na rozpacz. Działa instynktownie, wiedziona twardym sportowym charakterem. Zabezpieczona przez ojca, odkrywa w domowej skrytce tajemnicze ampułki i pendrive’a. Los nie dał jej wyboru − musi dorosnąć, musi podejmować decyzje, od których zależy jej życie i dużo, dużo więcej. Czy wykaże się bezwzględnością? Czy będzie potrafiła zabić z zimną krwią? Liczy się wykonanie zadania.

Czerwony Parasol to oparta na faktach historia, wyciągnięta z tajnych akt służb specjalnych. Od początku do końca trzyma czytelnika w niesłabnącym napięciu, zaskakując nagłymi zwrotami akcji. Wyraźne wątki polityczno-historyczne stanowią mocne tło szpiegowskiej, kryminalnej akcji, która toczy się w różnych krajach i na różnych kontynentach. Książka odsłania tajne metody działania służb specjalnych, zachowując jednocześnie lekkość przekazu i barwny, często dowcipny styl. Powierzając młodej dziewczynie rolę głównej postaci, autor w odważny sposób przełamuje stereotyp bohatera powieści sensacyjnej, dbając przy tym o zachowanie konwencji gatunku.








Agata Suchocka 
„Woła mnie ciemność”


Premiera: 14.02.2018 


BARDZO WAŻNA INFORMACJA: Książka zawiera treści nieodpowiednie dla niepełnoletnich oraz takie, które mogą urazić dorosłych. 


Autorka z zawodu anglistka, z zamiłowania muzyk, z wyboru pisarka. Złamie każde tabu… Książka „Woła mnie ciemność” to książka dla czytelników dorosłych i to też nie wszystkich


Armagnac Jardineux, potomek plantatorskiej rodziny z Luizjany, udaje się w podróż do Europy, by zdobyć wykształcenie i posmakować rozrywek Starego Kontynenty. Tymczasem wojna secesyjna pustoszy Południe, pochłaniając rodzinny majątek i na zawsze oddzielając go od bliskich. Wkrótce zarówno jego krewni, jak i rodzinna fortuna pozostają tylko wspomnieniem. Pozostawiony sam sobie w Londynie, Armagnac topi smutki w alkoholu. Jedyne, co potrafi i czym może zarobić na życie, to z wirtuozerią grać na fortepianie. Właśnie dzięki tej umiejętności poznaje młodego skrzypka, Lothara Mintze, oraz jego mecenasa - lorda Huntingtona. Wyniesieni z rynsztoka wprost na salony, muzycy szybko zdobywają uznanie i zaczynają się pławić w uwielbieniu śmietanki towarzyskiej, uzależniając się od luksusów i cielesnych przyjemności.

Armagnac jednak niezbyt długo cieszy się nowym, pełnym przyjemności życiem - wkrótce odkrywa, że dawna tajemnica związała losy jego babki, Blanche Avoy, z lordem Huntingtonem. Lektura pamiętnika Blanche zasiewa w sercu pianisty ziarno niepokoju. 

Czy to możliwe, by jego babka wiele lat temu opisywała tego samego mężczyznę, który teraz bawi się jego losem? Czy młodemu muzykowi uda się uwolnić od Huntingtona, gdy pozna jego mroczne tajemnice?
Bohater nawet nie wyobraża sobie, jak wysoka jest cena sławy…

„Woła mnie ciemność” to przesycona emocjami i pełna erotycznego napięcia powieść drogi, zapis moralnego upadku i wędrówki ku zagładzie początkowo niewinnego bohatera, który porzuca wpojone mu za młodu ideały. Rozbrzmiewająca muzyką i przepojona gotycką atmosferą historia, nawiązująca do klasycznych powieści grozy - z bohaterami, w których można się zakochać już od pierwszych stron - gwarantuje mnóstwo zwrotów akcji i kunsztowną ucztę dla zmysłów. 


„Woła mnie ciemność” jest pierwszym tomem cyklu "Daję ci wieczność."

niedziela, 7 stycznia 2018

Trzeci etap zabaw literackich z Anitą Scharmach :)








Kochani!


Trzecia odsłona cyklu zabaw literackich, które obiecałam Wam jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. 

Widziałam, jakim powodzeniem cieszyły się poprzednie odsłony, dlatego z chęcią przechodzę do kolejnej autorki. Trzecia odsłona zabaw dotyczy osoby Anity Scharmach, którą niejednokrotnie gościłam na łamach mojego bloga, a dodatkowo, dwóm pozycjom autorki mam przyjemność patronować medialnie.


Jednak najpierw prezentacja autorki :)










1. Napisz list




Zadanie polega na tym, byście napisali do Anity list. Co w nim napiszecie, jaki on będzie długi - zależy od Was.




2. Zostaw wiadomość




Przy tym zadaniu pomyślałam, że trochę je Wam utrudnię. Zostaw wiadomość dla Anity. Tak, jakbyście odeszli od stołu i napisali na karteczce krótką wiadomość, trochę tajemniczą, zmuszającą do refleksji, bądź podążenia w ślad za tajemnicą...


Warunek: wiadomość musi się składać z maksymalnie pięciu słów!




3. Zapakuj smaki i zapachy i wyślij je





Jesteście dobrymi "gospodarzami"? Podzielcie się ulubionymi smakami, zapachami i prześlijcie je. Mogą to być sentymentalne podróże w świat dzieciństwa, mogą to być Wasze dania popisowe, ulubione, mogą to być smaki, które przywodzą Wam coś na myśl...




4. Wyrwij kartkę z pamiętnika i wyślij






Kartka, na której zapisaliście coś radosnego, bolesnego, traumatycznego. Oczywiście, to nie muszą jakieś Wasze zwierzenia, bo wiem, że nie wszyscy chcą się tym dzielić. Ale może tworzycie coś swojego, do szuflady, a nie macie odwagi się tym dzielić. Teraz jest okazja.




5. Wyślij widokówkę




Opiszcie miejsca, w których mieszkacie, żyjecie, którymi chcecie się z nami podzielić. Pochwalicie się tą Waszą małą ojczyzną.


*********


Zabawy mają nas wzajemnie zainspirować, poznać. To nie jest tak, że tylko Wy w nich bierzecie udział. Poproszę autorkę, by i ona wybrała z tej listy dwa zadania i je dla Nas przygotowała. Pojawią się one w poście z wynikami konkursowymi. Chciałabym, aby po zakończeniu konkursu powstała taka galeria pokonkursowa, ale tylko za zgodą każdego uczestnika.


Kilka zasad formalnych:


Wybieracie z listy zadań dwa i je przesyłacie na podany niżej adres e-mailowy. 
Dla przypomnienia: stokrotka954@wp.pl, w temacie proszę wpisać: Cykl.Anita


ZGŁOSZENIA TYLKO WIRTUALNE, MEILOWE, INNE NIE BĘDĄ W OGÓLE ROZPATRYWANE!!!


Konkurs rozpoczyna się od momentu opublikowania postu do dnia 30.01 b.r. do godz. 23:59 




Po tym terminie, w ciągu siedmiu dni zostaną opublikowane wyniki konkursu.


Organizatorem konkursu jestem ja i ja rozsyłam nagrody, którymi są "Smaki życia" Anity, której to pozycji patronuję medialnie :)






Powodzenia!