piątek, 13 lipca 2018

[Patronat ambasadorski] „Bluszcz” Anna H. Niemczynow





Wydawnictwo VIDEOGRAF 

Ilość stron: 405 

Nowość wydawnicza 


Kiedy dwa dni temu książka przyszła do mnie pocztą, nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby wreszcie otworzyć i czytać. Ania stała się w moich oczach wspaniałą przyjaciółką kobiet! Wiernie odzwierciedlając wszelkie uczucia i emocjonalny wydźwięk naszych pragnień, złudności chwili, wskazując pewne rozwiązania, nie moralizując, ale skrupulatnie i z głębokim wyczuciem empatii, czy estymy wskazując drogi. 


„Bluszcz” to opowieść o nas – kobietach. O sile naszej pięknej przyjaźni, uczuciach i odczuciach. Wywoływała we mnie sinusoidę emocji, które kakofonią afektów wypływały z opowieści o Julicie tkwiącej przez dwadzieścia lat w toksycznym związku. Szczerze ją podziwiałam. Za siłę i odwagę. Ja osobiście z takim człowiekiem jak Gerard raczej żyć bym nie umiała nawet tygodnia. Deprecjonowanie żony tylko dlatego, że poświęciła się dla dobra dzieci i prowadzenia domu, to zdecydowanie temat na szerszą dyskusję. I niech też tak będzie, niech ta książka skłoni do konwersacji na forach dyskusyjnych, w szerszych gronach. 


Po dwudziestu latach odciąć się od nabytych przyzwyczajeń i nawyków, zdecydowanie jest trudno i ciężko, toteż, kiedy Julita wreszcie dostrzegła problem, dojrzała do nazwania stanu swojego umysłu po imieniu, przyszedł moment, by podjąć decyzje. Trudne, wymagające gruntownych przemyśleń. Decyzje dramatyczne, ale słuszne. Nigdy nie wybaczyłabym, gdyby ktokolwiek tak dotkliwie skrzywdził moje dziecko, nawet mężowi. Dziwiłam się, że Julita miała jeszcze w sobie nadzieję na odbudowanie czegoś, co urastało do rangi nienormalności. Tylko dzięki Elce odżyła wewnętrznie, dzięki pomocy prawdziwej przyjaciółki nauczyła się nazywać rzeczy po imieniu i dostrzegać błędy, ból, strach. Bardzo kibicowałam jej, kiedy próbowała układać sobie życie na nowo. Potrzeba dojrzeć do pewnych decyzji i stanu świadomości. Julita dokonała ogromnej przemiany. Czas stał się jej sprzymierzeńcem. 


To opowieść, której autorka staje się mentorką wielu skrzywdzonych kobiet. Kreśli autentyczne sylwetki swoich bohaterów, budując im prawdziwe problemy i zmagania z samymi sobą. To bohaterowie pokiereszowani przez los, którzy z determinacją układają elementy swojego życia na własne miejsce. Wzbudzają nasze zaufanie swoją często bezradnością, ale zawsze z pozytywnym odniesieniem do rzeczywistości. Autorka nie ma oporów, by nazywać rzeczy po imieniu, niczego nikomu nie ułatwia. Stawia im bariery emocjonalne, próbując zmotywować do zmian i przełamania słabości, by odciąć się od stereotypowych formatów wpajanych nam od dzieciństwa. W tej opowieści wiele wydarzyło się złego, jednak autorka ma na nie pewną receptę. Jaką, musicie przekonać się sami. 


Książka odblokowująca tematy tabu. Książka niezwykle refleksyjna, z głębokim przesłaniem, z mnóstwem motywacyjnych cytatów, w której wiele czytelniczek odnajdzie odzwierciedlenie siebie w którejś z postaci. Książka, która zostanie w Waszej świadomości na bardzo długo. Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję:





Egzemplarz książki będzie można wygrać u mnie na FP już w sierpniu :)



[Z cyklu - Zainspiruj się Bałkanami] "Król lata w stylu retro" Skarlet :)






Kochani!

Cotygodniowy wpis o bałkańskich inspiracjach kulinarnych przygotowuje dla Was Skarlet, współautorka książek o Bułgarii. Pomyślałam o przetworach. Teraz jest znakomity czas na zamykanie lata w słoikach. Jak to wygląda na Bałkanach? Królem dzisiejszego wpisu jest arbuz. Znany i lubiany, a jakie można cuda przyrządzić...

Inspirującej lektury :)


"Król lata w stylu retro" 


Zdj. nr 1
Cykl „Zainspiruj się Bałkanami” jest pomysłem Agnieszki. Na pewno ten odległy kraniec Europy (mocno różniący się od pozostałej jej części) jest ciekawym źródłem do inspiracji. Także kulinarnych. 

W czasach, w których Imperium Osmańskie władało całym regionem, podróżni przekraczający Dunaj, wkraczali do świata orientu, który dominował tu przez 500 lat. Ten okres minął bezpowrotnie 100 lat temu. Niewola turecka nie spowodowała jednak, że przed dwoma czy trzema wiekami nie czerpano inspiracji z tego interesującego półwyspu. Pewien polski, anonimowy, dziewiętnastowieczny kucharz polecał tutejsze potrawy najdelikatniejszym podniebieniom. 

Niektórzy ludzie mieszkający na Bałkanach nadali rosnącemu tu arbuzowi tytuł króla lata. Myślę, że moment jest odpowiedni, żeby pokazać, co można zrobić z soczystym monarchą. 


Arbuz w stylu retro (wg XIX-wiecznego przepisu) 

Obrać skórę z dojrzałego arbuza, użyć środek dojrzały do jedzenia, a pozostałe mięso białe, pomiędzy skórką a środkiem, pokroić w jakiekolwiek figury lub kostki i gotować w wodzie dopóki nie wyjdzie surowizna, potem odcedzić i wrzucić do zimnej wody. Zrobić syrop z 2 funtów cukru na 1 funt arbuza, wrzucić i smażyć, dodawszy na dokończeniu kawałek wanilii dla zapachu. Po ostudzeniu układać w słoiki. 


Do przepisu kucharza retro dodam od siebie, że nie trzeba się ograniczać wyłącznie do „mięsa białego”, warto wykorzystać także środek arbuza, z którego na Bałkanach robi się dżemy i konfitury. 

Do pure z arbuza dodaje się cukier do smaku i sok z cytryny,zagotowuje się (doprowadza do wrzenia), mieszając często. Po odparowaniu wody i zgęstnieniu (po osiągnięciu konsystencji konfitury), przekłada się do słoików i pasteryzuje. 

Na upalny dzień polecam Wam pure z arbuza wymieszać z: sokiem z cytryny, łyżeczką miodu, ochłodzonym syropem z wina lub wody i cukru; podzielić na porcje; zamrozić; serwować zmrożone (proporcje: 4 części arbuzowego pure : 1 część wody lub wina : 1-1,5 części cukru – ilość cukru zależy od słodkości arbuza i od gustu). 


Zdj. nr 2


Na koniec chcę Wam przedstawić Muchę (jednego z bohaterów mojej książki „Z podróży do świata retro”), który potrafi rozśmieszać do łez (i dość często skłania do refleksji). Wypowiada się na różne tematy, także kulinarne i te związane z zachowaniem się przy stole. 

W XXI wieku nie organizujemy już wielkich bali. Kobiety nie mają dylematu, tańczyć z wachlarzem czy bez? Zdjąć rękawiczki do posiłku czy też nie? Wejść na salę po przygrywce do kontredansa, a może przed? Bon ton nie przestał jednak obowiązywać. Własny kodeks bon ton’u posiada także Mucha. Swoje rady podaje w rymach, wyjaśniając, że to dla lepszego zrozumienia. 

Wolno: Łgać co chwila, cudze jeść. Nie wolno: W ręku z chleba kulki gnieść. 

Wolno: Zwodzić żony, w hazard grać. Nie wolno: Na widelec palcem pchać. 

Wolno: Mieć przy żonie metres sześć. Nie wolno: Nóż do buzi z jadłem nieść. 

Cytaty w tekście są fragmentami książki „2 w 1. Z podróży do świata retro” (część 1+2), której Patronką medialną jest Agnieszka Krizel. Jeśli lubicie wątki kryminalne i satyrę, zapraszam, TU znajdziecie przedmowę autorstwa Agnieszki i całkiem niemało fragmentów. 

Tradycyjnie zapraszam też na swoją stronę autorską Bałkany znane i nieznane 

Zdjęcie nr 1: Sofia – meczet Banya Bashi zbudowany w XVI wieku przez Sinana, architekta sułtana Sulejmana, znanego wielbicielom serialu „Wspaniałe stulecie”. 

Zdjęcie nr 2: Panie w bułgarskich strojach ludowych. 







Wszystkie zdjęcia i grafiki zamieszczone w tekście są autorki



czwartek, 12 lipca 2018

[Zapowiedź] "Kobieta w związku z naturą" Anna Ras - Menet, pod patronatem medialnym Recenzji Agi :)








Kochani!

Na rynku wydawniczym jest już dostępna książka Anny Ras - Menet "Kobieta w związku z naturą", której mam przyjemność patronować medialnie. Niebawem recenzja, tymczasem poczytajcie zapowiedź wydawcy.





Ilość stron: 144

Nowość wydawnicza



Pamiętam moment z dzieciństwa, kiedy w upalne lato stałam pomiędzy połoninami i obserwowałam rój pszczół, które budowały gniazdo wokół gałęzi starej lipy. Usłyszałam szept – jeśli chcesz skosztować miód, wykonaj spokojny gest, a będzie ci ofiarowany. Nie walcz z rojem pszczół i nie bój się go. Tylko zachowując ciszę i spokój w przestrzeni serca, możesz zlizywać miód ofiarowany tobie. Nic tak nie smakuje w życiu, jak samodzielnie zebrany nektar. Kosztuj sytuacji w drodze do przeznaczenia i zauważaj szczegóły. W nich ukryty jest złoty nektar.


Ta książka jest magiczna, tak samo jak jej autorka. Ania jest czystym pięknem, a każde jej słowo budzi wieczne piękno ukryte w każdej kobiecie. Wrażliwość, magia, mistycyzm muszą być w nas na nowo przebudzone, aby promieniowały własnym blaskiem. Ta książka właśnie to czyni. Z pewnością stanie się dla ciebie przewodnikiem i czułym przyjacielem na drodze do odkrycia samej siebie… Z miłościąAgnieszka Maciąg










„Szukając szczęścia” Aneta Krasińska





Wydawnictwo Novae Res 

Ilość stron: 240 


Jedna z pierwszych książek w dorobku autorki, która rozwinęła swe twórcze skrzydła w inspirujący sposób. „Szukając szczęścia” przypadkiem trafiło w moje ręce, dlatego skorzystałam z okazji i przeczytałam. Życie chorego, niepełnosprawnego dziecka to codzienna batalia ze słabościami i nieustannymi przeszkodami. Jednak sprawa chorego dziecka to jedno, a jego rodziców, to drugie. Autorka swojej bohaterce niczego w życiu nie ułatwia, wystawia ją na nieustanne próby – charakteru, siły woli, siły psychiki. Świat Malwiny dotychczas poukładany burzy i podporządkowuje choroba i niepełnosprawność Dagmary, upragnionej córeczki. Dla związków, to przede wszystkim niesamowicie ważny egzamin, próba charakterów i emocjonalnego odnalezienia się, ale przede wszystkim zaakceptowania stanu sytuacji. Nie wszystkim się to udaje. Czasami prościej jest odejść, odwrócić się do problemu tyłem. 


Kiedy Dagmara przychodzi na świat, Malwina z Arturem zmuszeni są swoją rzeczywistość dostosować do wymagań córki. Próba sił, czasu, nieustannej walki o zdrowie i możliwie szczęśliwe dzieciństwo, to dla Artura zbyt duża odpowiedzialność. Z czasem Malwina dowiaduje się o kłopotach męża. Dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji, coraz częstszych awantur. Autorka daje swojej bohaterce czas i nową szansę. Jednak z jego upływem wydarzenia przybiorą na sile i wszystko potoczy się w zupełnie innym kierunku. 


„Szukając szczęścia” to przede wszystkim opowieść o złożoności ludzkiego charakteru, o sile miłości matki do dziecka, prawdziwej więzi emocjonalnej z osobą, na którą najbardziej możemy w trudnych sytuacjach liczyć. To książka, w której kłębią się intensywne uczucia. Ale to także opowieść o nadziei i szczęściu, które odsuwa się na chwilę na bok, by zapukać do naszego serca w odpowiednim momencie. Autorka kreśli niezwykle autentyczne sylwetki swoich bohaterów, w których wiele czytelników odnajdzie odzwierciedlenie siebie i swojego życia. Codzienne zmagania się z przeszkodami, realiami prawdziwego życia, które gdzieś umyka nam przez palce, bo priorytety w takim momencie ulegają przewartościowaniu. 


Warto sięgnąć po książkę, w której opisany jest dosyć nietypowy przypadek niepełnosprawności Dagmary. Znam osobiście takie dziecko. Aneta Krasińska poradziła sobie z ukazaniem rzeczywistości niepełnosprawnej i ich bliskich znakomicie. Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję autorce




środa, 11 lipca 2018

„Iskra. Drogi do wolności” Stanisław Krzemiński






Wydawnictwo ZNAK 

Ilość stron: 443 

Nowość wydawnicza 



Jedna z najbardziej klimatycznych powieści, jaką miałam przyjemność przeczytać i zatopić się w jej wyjątkowości i swoistości. Zmiany kulturowe, emancypacja kobiet, rodzinne tajemnice, wątek kryminalny, piękna, młodzieńcza miłość oraz perypetie polskiej familii, na czele której stoi seniorka rodu Biernackich. "ISKRA"  - wspaniała książka, dostarczająca mnóstwo emocji. Od radości, po łzy. Wzruszające momenty przeplatały się z wizją Wielkiej Wojny, która stała u progu w roku 1914, w której to kobiety zaczęły pokazywać swoją siłę i umiejętności. Na wszelkich szczeblach. Znacznie głośniej mówiły o swoich prawach, wzbudzały zachwyt w oczach niektórych mężczyzn, przełamywały stereotypy, dzielnie prężyły siły intelektualne. 


W swej opowieści autor pokazał trzy pokolenia kobiet. To one grają tutaj pierwszorzędne role. Mężczyźni są ich tłem, zachłannie przypisujący sobie wszelkie zasługi. Tymczasem wita nas Kraków przełomu wieków. Z Kościołem Mariackim, atmosferą kawiarnianych alejek, dorożkami, hotelem Pod Białą Różą, Grand Hotelem, pismem dla kobiet „Bluszcz”, czy męskim „Czasem”. Emilia Biernacka jako seniorka rodu, kobieta, która wiernie poszła za swoim mężem na zsyłkę, ma dwoje dzieci. Ignacy – niepokorny syn, właściciel zakładu drukarskiego, trzymający w tajemnicy zaszłości z przeszłości i Janina – jako pierwsza kobieta na uniwersytecie, prowadząca skład apteczny. W tej opowieści ważną rolę gra także żona Ignacego, Anna, rozczarowana małżeństwem, wychowująca trzy córki. Alinę realizującą się w zawodzie nauczycielki oraz dwie trzpiotowate bliźniaczki Lalę i Marynię. Losy bohaterów w napiętej sytuacji próbuje zindywidualizować widmo Wielkiej Wojny. Seniorka rodu dostarczała mi wiele uśmiechu na ustach, wydaje mi się bardzo rozsądną kobietą. Potrafiła dostrzec to, co dla wielu niedostrzegalne. Okaże się, że przeszłość potrafi dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Wyniknie bardzo wiele trudnych, dramatycznych sytuacji. 


Urzekła mnie ta książka. Swoją niepowtarzalną, wyjątkową atmosferą, cudownie epickim językiem, specyficznym klimatem oraz bohaterami, którzy dostarczają nam mnóstwo emocjonalnych, refleksyjnych sytuacji i chwil. Urzekła mnie fabułą. Wydawałoby się pozornie banalną i błahą, tymczasem obok charakterystycznie nakreślonych sylwetek bohaterów mamy ich rozterki, marzenia, namiętności, uczucia skrywane gdzieś głęboko w sercu i obrazy wojny, która degraduje ich oczekiwania, siejąc niepokój i niepewność. Już czekam na drugą część, która jesienią pojawi się na półkach księgarskich. A dla tych, którzy mają apetyt na jej ekranizację, już jesienią ruszy w TVP serial. Szczerze i bardzo polecam! 

Już jesienią



Na stronie KSIĘGARNI znajdziecie także liczne NOWOŚCI :)


Za książkę dziękuję:



wtorek, 10 lipca 2018

[Premierowo. Patronat medialny] „Podwójne życie” Małgorzata Kasprzyk






Wydawnictwo e-bookowo 

Ilość stron: 266 

Nowość wydawnicza w postaci e-booka 



Małgosia Kasprzyk debiutowała powieścią obyczajową „Rodzinne rewolucje”, której to również mam przyjemność patronować medialnie. Cieszę się, bo autorka pisze bardzo płynnie i interesująco, co znacznie ułatwia kontakt z Jej bohaterami. Zacznę jednak od tej nieszczęsnej okładki, o której Małgosia już wie, że mi się nie podoba od samego początku. No nie wiem, ale mi się nie podoba i koniec. Zero klimatu. Tylko chłód. Zastanawiam się też, w jaki sposób ona oddaje treść książki? 


Postacie nakreślone przez Małgosię to młodzi, piękni, błyskotliwi mężczyźni, którzy lubią być na topie, mieć jasno i precyzyjnie określone cele, być w centrum zainteresowania u płci przeciwnej. Pracują w tej samej firmie, ale szczególną sympatią się nie darzą. Przychodzi jednak dzień, w którym oboje poznają wyjątkowe kobiety. I tutaj utnę tę opowieść, bo pewnie wielu z Was pomyśli sobie, że to kolejna nudna, ckliwa opowieść miłosna. Wcale że nie! Wokół swoich bohaterów autorka nakreśliła specyficzną aurę. Każdy z nich jest swoistym indywiduum. Codziennie zakłada maskę, próbuje grać na wpół otwartymi kartami. W tle ich perypetii przewija się wątek rynku wydawniczego i pewnego egzemplarza książki, anonimowego autora. 


Powieść o przyjaźni, dostrzeganiu realności życia, odpychaniu pozorności oraz stopniowemu otwieraniu się na zmiany i możliwości, jakie ono podsuwa nam pod nos, wystarczy otworzyć serce i szeroko oczy, by wreszcie odkryć je namacalnie. To powieść o tym, że czasami też warto uwierzyć w siebie i swoje możliwości, by spełnić swoje marzenie, pielęgnować pasje. Małgosia Kasprzyk zaskakuje interesującą fabułą, autentycznymi bohaterami, wzbudza ciekawość. Czy warto? Warto czasami wejść w nieco inny świat, nie żyć uprzedzeniami, zobaczyć coś, co mieliśmy pod nosem. Warto przeczytać! Polecam! 


Za książkę w wersji e-book dziękuję autorce




[Z cyklu - Zainspiruj się Bałkanami] "O winie, Dionizosie i karawanach" - Skarlet :)







Kochani!

Nigdy nie jest za późno, by przygotować sobie wino własnej roboty. A jak wtedy smakuje... Dzisiejszy odcinek, przygotowany tradycyjnie przez Skarlet skierowany jest do wielbicieli tego zacnego trunku. Wiadomo przecież nie od dziś, że wino, to napój bogów. Na Bałkanach przygotowywanie tego trunku wygląda niczym specjalistyczny proces.

Zresztą, sami przeczytajcie. Miłej lektury.



O winie, Dionizosie i karawanach


Karawana zatrzymała się przed budynkiem z wieloma oknami. Otworzyły się drzwi nad schodami i stanął w nich gospodarz domu, postawny mężczyzna, w pelerynie z aksamitu, której tren ciągnął się dwa metry za nim. Czysto po włosku powiedział: - Siniora i siniore, zapraszam na górę do salonu. 

Weszliśmy do dużego pokoju wyścielonego drogimi dywanami, z przepięknymi freskami na ścianach i z wygrawerowaną datą „1754 rok”. Przyniesiono aromatyczną rakiję i słodzone napoje, po czym gospodarz przedstawił swoich synów z małymi, czarnymi wąsikami i córki ubrane w suknie sprowadzone z Wiednia. Powiedział nam, że handluje wyłącznie winem, rakiją, jedwabiem i wełną. Jest to towar najbardziej poszukiwany na rynku w Wenecji. 

Zostaliśmy zaproszeni do obejrzenia domu. Minęliśmy bogato urządzone pokoje, ogromną kuchnię, piekarnię i łaźnię, i nie mającą końca winiarnię z olbrzymimi beczkami. Widzieliśmy domowe więzienie, w którym gospodarz zamyka za przewinienia służbę i swoich synów. 


Czy domyślacie się, gdzie odbyło się to spotkanie? Tak, na Bałkanach. Wielbłądy i karawany kupieckie nie były tu niecodziennym widokiem, choć wielu osobom nie kojarzą się z Europą. Ostatnie karawany zniknęły w połowie XX wieku. Pozostały po nich w wielu miejscach karavanserai’e, będące już tylko atrakcją dla turystów. Opisana historia wydarzyła się w bułgarskim mieście Melnik.


Od niepamiętnych czasów rozwijała się tu tradycja produkcji napoju bogów. Mieszkańcy wykuwali w skałach pod swoimi domami piwnice, w których do dziś, w stałej temperaturze przechowuje się beczki z winem. Opowiadają nam, że podziemne tunele stanowią skomplikowany, niekończący się labirynt. Uwierzyliśmy im na słowo i nigdy nie próbowaliśmy sprawdzić czy rzeczywiście tak jest. Uruchomiliśmy natomiast naszą wyobraźnię, żeby zobaczyć jak w minionych czasach wyglądało to trochę niezwykłe miasto, położone w otoczeniu niebanalnej przyrody. 


Mieszkańcy regionu od zawsze zbierali winogrona nocą i wracali do swoich domów przy świetle pochodni. Na stromych, wąskich uliczkach nie mieściły się wozy, a więc w czasie zbiorów wypełniały je dziesiątki, a może setki mułów obładowanych koszami. Cenny surowiec udeptywano stopami w ogromnych kamiennych wannach. Zdarzało się, że w skalnych tunelach wypełnionych zapachem lekko sfermentowanych winogron, ktoś mdlał, a nawet się topił. 

Do dziś, każdy kto staje się winiarzem, przysięga Dionizosowi Bachusowi: - Będę kochał winorośl jak własne dziecko. Będę robił napój bogów tylko z winogron, zgodnie z tradycją przekazaną mi przez przodków. Nigdy nie rozcieńczę wina wodą.


Jeśli macie ochotę spróbować bałkańskiego wina, plecam uniwersalny przepis.

Zazwyczaj ze 100 kg winogron, otrzymuje się 40 l wina (z 10 kg – ok. 4 l wina).

Sposób przygotowania: 

Czerwone lub różowe winogrona umyć, oddzielać delikatnie od szypułek, wykorzystywać tylko zdrowe owoce (zgniecenie winogron z szypułkami spowoduje, że wino nabierze lekko cierpkiego smaku, charakterystycznego dla niektórych gatunków).

Dokładnie zgnieść winogrona (zewnętrzna powłoka nie powinna być poszatkowana).

Zmierzyć cukromierzem zawartość cukru w pulpie, powinna ona wynosić dla czerwonego wina 22-24%. (Żeby zmierzyć zawartość cukru można posłużyć się świeżym jajkiem, jeśli tonie w pulpie, zawartść jest za niska, jeśli część jajka wynurza się na powierzchnię i to, co widać (patrząc z góry) ma +-wielkość monety 1 zł, zawartość wynosi 23-24%)

Jeżeli zawartość cukru jest niższa, oddzielić z pulpy trochę soku, lekko podgrzać (nie doprowadzić do wrzenia), dodać cukier (w 100 kg pulpy, 1kg cukru podnosi zawartość o 1%) i mieszać do całkowitego rozpuszczenia; ochłodzić; dodać do pulpy, dobrze wymieszać; ponownie zmierzyć zawartość cukru.

Beczkę/naczynie (plastikowe lub szklane) przykryć gęstą gazą; pozostawić (przy temperaturze 15-20 stopni, na ok. 10 dni); codziennie mieszać; proces fermentacji można uznać za zakończony, jeśli w górnej części naczynia jest tylko sok, a gęsta masa i osad opadną na dno.

W ciągu 7 dni po zakończeniu procesu fermentacji, przelać wino bez osadu do innej beczki/naczynia i pozostawić.

Po wydzieleniu się osadu, przelać bez osadu do butelek; przechowywać w chłodnym miejscu. 



Cytaty i przepis w tekście są fragmentami książki „A w bałkańskim kociołku” Notatki z podróży po krańcu Europy. Więcej na stronie autorskiej: www.dobulgarii.wordpress.com








poniedziałek, 9 lipca 2018

„Stefan Szolc – Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu” Maciej Klósak, Dariusz Skonieczko





Wydawnictwo: Szara Godzina 

Ilość stron: 400, oprawa twarda 

Nowość wydawnicza 




„Ludzie zobaczyli, że to była wielka rzecz, a ty pokazałeś, jak się uwolnić z pułapki codzienności i udowodnić, że Polacy są wspaniali. Oni potrzebują paliwa do życia, a ty im je dajesz.” 

Tak skwitował ogromny wyczyn i sukces Szolca – Rogozińskiego, Bolesław Prus. Tak, tak. Jeden z naszych wielkich pisarzy. Uznania dla polskiego odkrywcy nie kryli również inni wielcy ówczesnych czasów. Takie książki czyta się ogromną przyjemnością. Zapadają głęboko w pamięci i są znakomitym pretekstem do tego, by poznać ludzi – rodaków, którzy osiągnęli w swoim życiu ogromne powodzenie i prestiż. Jednak w życiu Szolca – Rogozińskiego nic nie było takie oczywiste. Młodzieńcze aspiracje i marzenia o wielkich podróżach skutecznie zablokowały oczekiwania ojca, który nie krył nadziei, iż syn przejmie jego interesy i prężnie działającą firmę. No cóż. Przyznam szczerze, że czytając ją z synami, miałam okazję, by podyskutować z ich oczekiwaniami wobec życia i podkreślić, że jakichkolwiek nie dokonaliby wyborów, mogą liczyć na moje wsparcie. 


Tutaj zaraz podkreślę dość istotną kwestię. To nie jest bajka. To fabularyzowana opowieść na bazie biografii. Są fragmenty raczej nie dla dzieci. Chodzi o powodzenie Szolca – Rogozińskiego u płci przeciwnej, jego ''poddawanie się uciechom'' z kobietami. Te fragmenty skutecznie omijałam. Można, uwierzcie mi, że można. Poza tym, picie alkoholu, niby normalna rzecz, o której dzieci wiedzą, że takie coś jest tylko dla dorosłych, jednak lepiej ich unikać. 



Okres wakacyjny doskonale sprzyja takim opowieściom, dlatego serwowaliśmy sobie jej fragmenty zawsze na wieczór. Postać Szolca – Rogozińskiego znacznie odbiega od współczesnych podróżników. Czasy, w których żył zdecydowanie nie ułatwiały przygotowań do wielkich podróży w nieznane, nie wspominając o finansowych zasobach. Szolc – Rogoziński miał jednak marzenia i szczegółowy plan, który spotkał się z przychylnością sponsorów. Wyprawa, okraszona licznymi przeciwnościami losu i przekornej aury, napotykała na swojej drodze liczne przeszkody. Kiedy jednak podróżnicy postawili stopy na afrykańskiej ziemi, ich sen wreszcie zaczął nabierać realnych kształtów, kolorów i specyfiki. 


A tle tej całej opowieści przewijają się ważne kwestie. Kobiety walczą o swoje prawa, mężczyźni walczą o wpływy. Cała podróżnicza przygoda to znakomity przykład na to, że warto mówić głośno o swoich marzeniach. W Afryce przyjaciele przeżyją wiele ciekawych momentów, ale też budzących grozę. Konflikty między krajanami, choroby, śmierć, ale i intrygujące odkrycia. 


Wspaniale opisana i zredagowana książka, która mówi o wielkich rzeczach i ludziach, którzy uparcie spełniali swoje marzenia. Książka, którą warto czytać razem, dyskutować o takich postaciach z kart historii, jak Szolc – Rogoziński oraz jego współtowarzysze. W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, to piękna opowieść, niosąca uniwersalne przesłanie. Autorzy dokonali solidnej pracy. W książce znajduje się dla czytelników pewna niespodzianka. 

Prosto, zrozumiale, afektywnie, intrygująco! Szczerze polecam! 




Za książkę dziękuję:








niedziela, 8 lipca 2018

[Audiobook] „Dygot” Jakub Małecki





Wydawca: SQN/Storyside

Czas trwania: 9 godz. 42 min. 

Czyta: Andrzej Ferenc 


Moje pierwsze spotkanie z twórczością autora rozpoczęłam książką, która zbiera same pozytywne recenzje i opinie, wzbudza zachwyt, ale i pewien rodzaj czytelniczego stuporu. Nic dziwnego. Wszak „Dygot” to książka tak niejednoznaczna, że chciałoby się przez moment wskoczyć do fabuły i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Małecki zaskakuje niesztampowością, swoistą płynnością epicko – liryczną i wątkami, w które ewidentnie wkrada się ułamek magii, niewytłumaczalnych wydarzeń, oniryzmu, gdzie sny mieszają się z jawą i rzeczywistością. Ma się wtedy ochotę zapytać, czy to wszystko zdarzyło się naprawdę. Wyjątkową atmosferę podsyca na pewno, w pełni profesjonalna interpretacja Andrzeja Ferenca. Ja ten głos znam z radia. Wspaniałe wykonanie i znakomity odbiór treści. 


W dwóch wsiach żyją dwie rodziny. W Piołunowie u Łabendowiczów rodzi się syn – albinos. Przez społeczność wykpiwany i przeklęty. Janek odmawia pomocy Niemce, która ucieka przed Armią Czerwoną, stąd klątwa rzucona na potomka, który rodzi się po prostu inny. W Kole, u Bronka Geldy na skutek pożaru, córka Emilia zostaje oszpecona i okaleczona przez ogień. Losy tych dwóch rodzin splotą się i wtedy nic już nie będzie takie samo. Małecki wyzwala swoich bohaterów spod pręgierza stereotypów. Pokazuje zaściankowość i gnuśność mieszkańców wsi. Prowincja ukazana przez niego okazuje się butną społecznością, dla której wszelkie odmienności są efektem działania zła. Być może to zło, które rodzi się w rodzinie powielane jest przez następne pokolenia. Podobnie, jak u bohaterów Małeckiego. 


Wyrazistość i swoistość wszelkich przewijających się w opowieści postaci polega na ich skrzywionej naturze. A autor niczego im nie ułatwia. Pozwala im na kluczenie przez swój los w obrębie wyimaginowanych, graniczących z absurdem zdarzeń. W tle zaś przewija się obraz wojny, szara komunistyczna rzeczywistość oraz hermetyczna społeczność za nic wpasowująca się we współczesność. Elementy te psują poukładane harmonogramy swoją prymitywnością, złudnymi pragnieniami szybkiego zysku i marzeniami o bogactwie. Zamiast tego otrzymujemy solidną porcję prostego języka i charakterystycznego napięcia. 


Czy warto sięgnąć po tę książkę? Zdecydowanie! Ci z Was, którzy uwielbiają niejednoznaczne opowieści, w których dominują tragiczne w skutkach decyzje, głębia refleksji, elektryzujące wątki, sugestywnie przemawiający do nas bohaterowie, to mogą śmiało po nią sięgać. Na mojej półce czeka już „Rdza” i wiem, że to również będzie niezapomniana lektura. Bo „Dygot” zdecydowanie głęboko zapada w pamięć. Szczerze i bardzo polecam!