piątek, 9 listopada 2018

[Z cyklu - zainspiruj się Bałkanami] Odziedziczyły urodę księżniczki - opowieść o magicznych Rodopach Skarlet





Kochani!

Natchnione jesienną aurą wraz ze Skarlet wracamy do cyklu, w którym macie okazję zainspirować się magią Bułgarskich miejsc, tradycji, ludzi, smaków i zapachów. Dzisiaj sałatka z fasoli. Ale... najpierw trochę klimatu bałkańskiego.



Tracka księżniczka Rodopa i jej ukochany przybrali imiona bogów: Hery i Zeusa. Ta wielka zuchwałość musiała być ukarana. Ona została zamieniona w piękny łańcuch górski, nazwany od jej imienia Rodopy. On stał się pasmem Hemus. Na wieki rozdzieliła ich płynąca między nimirzeka Hebros. 

Tak zaczyna się moja książka o górach, które odziedziczyły urodę księżniczki. Mają też w sobie delikatność i nie brakuje im fantazji. Opowieści o Rodopach zatytułowałam „Magiczne góry”, bo tak o nich myślę. Wydaje się, że unoszą się nad nimi jakieś fluidy, które uzależniają i powodują, że każdy kto był tu raz, chce wrócić. – Magiczne miejsce – napisał kilka dni temu mój Czytelnik, który je odwiedził. – Rodopa płanina zadziałała – pomyślałam i wcale nie byłam zdziwiona. 

Rodopy otoczone aurą tajemniczości oferują dziewiczą przyrodę, niezwykłe formacje skalne i zapierające dech podziemne królestwo. Turysta doświadcza tu uczucia przenoszenia się w czasie w obszarze historycznym i kulturowym. We wsiach i miasteczkach, swoich wyznawców na przemian nawołują do modlitwy kościelne dzwony i głos muezina.


W atmosferę Rodopów wpisują się ich pełni życzliwości mieszkańcy, pielęgnujący legendy o magicznych górach. Miejscowe panie twierdzą, że niepowtarzalny jest smak potraw przygotowanych z rosnących tu produktów. Jednym z nich jest smilianska fasola hodowana w tutejszym specyficznym klimacie na wysokości 800-900 metrów n.p.m. 




Sałatka z fasoli 

Składniki: 

1 szklanka fasoli 

1 cebula 

1-2 łyżki oliwy z oliwek 

Sok z połowy cytryny 

Przyprawy do smaku: sól, pieprz, czubrica (górska odmiana cząbru) lub tymianek 

Sposób przygotowania: 

Fasolę ugotować do miękkości w posolonej wodzie. Odcedzić. 

Kiedy przestygnie dodać pokrojoną w kostkę cebulę, oliwę z oliwek, sok z cytryny, pieprz, czubricę (odmiana cząbru) lub tymianek. Wymieszać. 

Do sałatki z fasoli można dodać łyżkę lutenicy (przepis na lutenicę jest w 20 artykule cyklu Wśród świętych źródeł i skalnych rzeźb
Smacznego!




Wspomniałam o Rodopach, bo książka o nich ubrała się w nową szatę. A jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć kilka rodopskich pejzaży, znajdzie je tu:

https://dobulgarii.wordpress.com/2018/11/05/romantyczna-wycieczka-w-rodopy/ 

Fragmenty książki są w zakładce „Rodopy – magiczne góry” (na górze strony; pełen tytuł książki: „Bułgaria znana i nieznana. Magiczne góry”). 
 Zapraszam.

[Patronat medialny] Ty i ja dwa różne światy - Elżbieta Kosobucka






Wydawnictwo E-bookowo 

Ilość stron: 187 



Wydawałoby się, że to prosta, tkliwa historia o miłości, między dwojgiem młodych ludzi, tymczasem Ela pokazuje znaczenie słowa użytego w tytule opowieści. Świat Natalii i Kamila różni się pod wieloma względami. Młoda i wrażliwa studentka zakochuje się w starszym przyjacielu z dzieciństwa. Przyjacielu, który niczym starszy brat chronił ją przed oporami świata, kaleczącego kruche jak porcelana wizje. Dziewczęce, młodzieńcze pragnienie bycia dostrzeżoną nie tylko przez pryzmat przyjacielskich relacji, Natalia decyduje się na dość odważny krok. Sytuacja sprzed wielu lat pozostawi między przyjaciółmi ogromną przestrzeń niedomówień, urazów, wyrzutów wykrzyczanych pod wpływem emocji. Czy da się to wszystko odbudować po wielu latach? 



Ela swoją sugestywną i afektywną opowieścią daje także powód do szerszej dyskusji. Czy da się uciec spod utartego powiedzenia, iż przyjaźń między mężczyzną i kobietą nie jest w ogóle możliwa, że prędzej czy później zacznie między dwojgiem iskrzyć, a ta zamieni się jednak w miłość? Życie pisze różnobarwne scenariusze, co wcale nie oznacza, że mamy biernie czekać na rozwój sytuacji. Można śmiało i odważnie stawiać swoje kroki, baczniej przyglądać się swoim uczuciom. Los da bohaterom jeszcze jedną szansę. Pytanie, czy pomimo wszystko, pomimo pustki i emocjonalnego constansu można odnowić uczucie i uciec schematom? 


"Ty i ja dwa różne światy" Elżbiety Kosobuckiej to emocjonalna opowieść o prawdziwych uczuciach, ich zawirowaniach. Powieść, która daje nadzieję, ale też stawia interesujące pytania. Nie kruszy miłości w drobny mak, ale z nadzieję stawia jej nowe fundamenty. Ze specyficzną aurą i nutą refleksyjności. Snuje sugestywne obrazy, nie pozostawia nas obojętnymi. Pozostaje tylko pytanie, czy bohaterowie pozwolili sobie na szanse? Powieść otula w jesienny wieczór chwilą zapomnienia. Polecam! 



Za e-booka dziękuję Autorce



Wypatrujcie moich facebookowych wpisów, bowiem w dniach 1 - 9 grudnia b.r. pojawi się konkurs z tym tytułem do wygrania. Ale, autorka potwierdziła również chęć uczestnictwa w czacie :)

czwartek, 8 listopada 2018

[Zapowiedź patronatu medialnego] Bez wyjścia - Lidia Tasarz







Kochani!

Jestem ciekawa, jak potoczyły się dalej losy Agaty. Trzymający w napięciu thriller Lidii Tasarz "Bez wyjścia" pod patronatem Recenzji Agi, Wydawnictwo Psychoskok :)




Ilość stron: 190

Premiera: 23 listopada 2018r.




Druga część powieści „Nić Ariadny”. Agata wprawdzie odzyskała pamięć po tajemniczym wypadku, ale to wcale nie oznacza, że już wszystko wróciło na swoje dawne tory. Coś niedobrego nadal dzieje się wokół niej i w niej samej.


Kim jest człowiek, który dzwoni do niej w środku nocy i mówi, że jest bratem jej nieżyjącego ojca? Po co ktoś nagle o świcie wzywa Agatę do centrali? Jak zakończy się nowa akcja, w której ma wziąć udział? Kim jest dziewczyna do złudzenia podobna do Agaty? Po co ktoś uprowadza Agatę? I, czy Agata wreszcie zazna spokoju u boku Konrada? Znów cała masa pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedź.


Thriller zapewniający czytelnikowi emocje na najwyższym poziomie.

Patronat nad książką objęli: Poligon domowy, Recenzje Agi, W szponach literek, Czytaj i myśl, Bookendorfina







[Patronat medialny. Rekomendacja] Dokądkolwiek, byle daleko – Magdalena Ludwiczak





Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

Ilość stron: 273 

Nowość wydawnicza 




Za każdym razem, kiedy sięgam po książki Magdy wiem, że to nie tylko niezapomniana przygoda, ale nade wszystko historia, która zostaje na długo w pamięci. Autorka buduje szereg afektywnych sytuacji i wydarzenia w życiu bohaterów, które idealnie wpasowują się w życiorysy niejednego odbiorcy. Szósta powieść Magdaleny Ludwiczak nie pozostawia złudnych nadziei, jest blisko naszych spraw i pokazuje, że nie zawsze decyzje podjęte w przeszłości są udanymi, a konsekwencje ponosi się jeszcze dłużej. Magda wielopłaszczyznowość swoich opowieści podkreśla bardzo wyrazistymi charakterami swoich postaci, wciąż aktualnymi problemami, jakie porusza w fabule oraz ważnymi wartościami. 



Los nie wszystkich obdarowuje łaskawie, wyznając przy tym zasadę, iż to, co w przeszłości zostało niedopowiedziane często burzy wszelki założony wcześniej porządek przyszłości, stawiając nas w sytuacjach niejednoznacznych. Czy to Marię, czy Jakuba przeszłość okaleczyła głęboko, zostawiając rany i blizny, które po czasie zaczynają sączyć i przypominać o tym, co się wówczas wydarzyło. Ścieżki bohaterów tej sugestywnej opowieści zaczynają przecinać się wywołując falę niekontrolowanych refleksji i powody, by swoim ówczesnym decyzjom przyjrzeć się z perspektywy czasu. Jednak świadomość, iż niczego nie da się cofnąć staje się również pretekstem do tego, aby coś zmienić, stanowczo postawić na swoim, nie patrzeć wstecz, mieć wpływ na to co przed nami. 


Słusznie napisała w swojej rekomendacji pani Ewa Błaszczyk, iż książka Magdy ma jakiś magiczny pierwiastek. Autorka pisze o jakby pewnych oczywistościach, ale ta historia posiada tyle poruszających wątków, że nie sposób przejść obok obojętnie. Po raz kolejny Magda buduje afektywną więź między nami a swoimi bohaterami. W życiu jej postaci nie ma miejsca na kompromisy jest za to chęć bycia dostrzeganym i uczuciowo docenionym. Prawdziwie emocjonalna i refleksyjna powieść – porywa, wzrusza, stawia pytania o sens! Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję: 










środa, 7 listopada 2018

[Patronat medialny] Zagubione życie - Piotr Podgórski





Wydawnictwo Lucky 

Ilość stron: 335 

Nowość wydawnicza 




"Ludzkie losy są jedną wielką tajemnicą. Podobno nic w życiu nie dzieje się dwa razy ani przypadkowo." 

Przeszłość potrafi opleść nas niczym pajęczyna w sieć fałszywych jazgotów, otaczając kłamstwem, ułudą, oszustwem. Bywają momenty, w których właśnie przeszłość przeprowadza z nami stanowczy dyskurs przywołując najboleśniejsze obrazy, koloryzuje je i karmi pozornością zdarzeń. To bardzo dojrzała proza. Zaskakuje różnorodnością tematyki, sugestywną wymową, znakomicie rozbudowaną fabułą oraz kilkoma przemieszczającymi się wątkami, które łączą się ze sobą w najmniej oczekiwanym momencie. 


Główna bohaterka Jola to kobieta po przejściach, podobna do wielu z nas – matka, żona, sąsiadka. Postać niezwykle tragiczna, otoczona bliskimi, których pozornie zna i którzy tylko na pozór są jej bliscy. W pięknym dużym domu, otoczona luksusem. Nieustannie karmiona złudzeniami i marzeniami. Sytuacja Joli jest niezwykle osobliwa. Pierwszy mąż zaginął, zostawiając ją w ciąży, a ponowne wyjście za mąż potraktowała jako dobry los na loterii. Jak się jednak okaże, los ślepy na prawdę. Dorosły syn dojrzewa emocjonalnie. Drugi mąż przywdziewa fałszywe maski, nakładając je zależnie od sytuacji i wydarzeń oraz przyjaciółka, która złamie wszelkie zasady prawdziwej przyjaźni. Jest jeszcze Jakub. Mężczyzna otworzy serce Joli na miłość, sprawi, iż na nowo zacznie ufać mężczyznom i odzyska poczucie bezpieczeństwa. Czy rozdrapywanie ran jest dobrym sposobem na psychiczną równowagę? Podkarpacka wieś uświadomi Joli, że można odnaleźć swoje życie w zupełnie innych priorytetach. Właśnie w owych skrawkach marzeń, przemykających każdego dnia. Można bowiem nie być milionerem, a żyć na właściwym poziomie etycznym, czy moralnym i zgodnym z głosem serca. 


"Zagubione życie" to powieść, w której przewija się mnóstwo afektów i frapującej fabuły, w której wartka akcja i następujące po sobie wątki stają się niczym kadry fotografii. Świetnie przedstawione opisy miejsc, sytuacji, czy postaci. Doskonałe dialogi i ciekawa tematyka. Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję: 







wtorek, 6 listopada 2018

Motyw theatrum mundi w powieści, czyli zapowiedź - "Kuglarnia" Andrzeja Turczyńskiego






Kochani!

Jestem ciekawa, czy zainteresuje Was poniższa propozycja od Wydawnictwa JanKa. Ja z niecierpliwością czekam na swój egzemplarz. Wieczory coraz dłuższe, dlatego warto okrywać nowe gatunki. 



Osią „Kuglarni” jest znany motyw theatrum mundi z rozpoznanym przez antropologów przekonaniem, że u narodzin widowiska organizowanego przez człowieka leżała zawsze wiara w odbudowywaną w ten sposób harmonię świata, zaślubiny tego, co w swojej banalności codzienne i dostępne każdemu, z tym, co święte, wspólnotowe. Ale też spektakl, który ma być odegrany w święto Bożego Narodzenia i który stanowi centralne wydarzenie opowieści, to „Pastorałka”. Miejscem zaś, w którym ów magiczny akt artystycznej kosmogonii ma się dokonać, jest symboliczne miasteczko En, gdzie nie tylko „pamiętać to chodzić wspak”, ale gdzie też „nigdy nic do siebie nie pasowało: krajobraz do miasta, miasto do kamienic i ulic, kościoły do wiernych, mieszkania do ludzi, nawet oni do samych siebie przestali pasować”, a chodzi o to, aby - jak marzy stary księgarz Adso - wszystko łączyło się ze sobą i wzajemnie uzupełniało. Aby też on sam - człowiek, który stanowi mikrokosmos - nie był, jak się czuje - „kawałkiem rozpadającego się świata, z którym nie wiadomo, co zrobić”.

Jak trudno wyrokować, czy tak ambitny akt w miasteczku En się powiedzie, tak trudno sklasyfikować samo dzieło Turczyńskiego. Jest tyleż powieścią, co wyrafinowanym esejem. Poruszając się na granicy gatunków, autor tworzy barwny fresk obyczajów, mód i nawyków, zadziwiając erudycją i znajomością realiów czasu, o którym pisze. Obok postaci historycznych (Goethego, Moliera, Mozarta, Musorgskiego, Bułhakowa, Baki, Arystotelesa i in.) przewiną się postacie z ich dzieł, jak choćby pewna Gocha, nie wiadomo do końca, czy z dzieła Goethego czy Bułhakowa, czy też może z wyobraźni starego garderobianego wysnuta.



Wiesław Setlak o książce:

Porządkowanie świata przez pisarza znajduje wyraz w kreowaniu mitycznego miasteczka En, o którym nie można powiedzieć, że jest wszędzie, ale i też, że nie ma go nigdzie. To „miasteczko”, wcześniej będące „metropolią”, a dzisiaj zredukowane przez przemiany legitymizowane opacznie rozumianą ideą postępu, istnieje w enklawie, do której dostęp nikomu nie jest wzbraniany, a mimo to niewielu dziś chce się przyłączyć do „enskiej” wspólnoty, przedkładając egzystencję nijaką i niepełną w świecie przemienionym w targowisko nad egzystencję autentyczną w miasteczku En.


FRAGMENT POWIEŚCI

(...)

Gość właśnie stanął w drzwiach, ociekając deszczem. Przedsionek oświetla chwiejny płomień taniej świecy, rozproszony blask odbiera przybyszowi realność, czyniąc zeń wodne widziadło. Ale przybysz już przekracza wysoki próg wzmocniony żelazną taśmą, oddaje kapelusz służącej, ta ozdabia nim jedną z fryzjerskich główek, zajmujących szeroką półkę obok sterczących ze ściany kołków i wieloramiennego wieszaka na ubrania, a kiedy następnie pomaga mu ściągnąć mokry redingot, z mętnawej głębi mieszkania wyłania się wysoki, przygarbiony mężczyzna. Że też chce się panu tłuc wierzchem po takim deszczu - wita tamtego, gestem długiej, kościstej dłoni zapraszając do środka.

Przedsionek przechodzi w sień właściwą, skąd troje drzwi kryje osobne pokoje, największe w oficynie, rozjaśniane mdłym światłem wpadającym przez kratkowane okno z widokiem na wewnętrzny dziedziniec, wieczorem naftówką lub świecami, a często tylko ogniem kominka. Milcząc, zasiedli na krzesłach z szerokimi poręczami. Rozbłyski płomieni z czeluści paleniska obydwóm zniekształcają twarze - brodatą gospodarza i gładko wygoloną gościa w ciemnozielonym surducie, cytrynowym halsztuku, obcisłych pantalonach i chromowych butach z cholewką do pół łydki.

I co tam słychać w wielkim świecie, wyjąwszy oczywiście Chińczyków, bo u nich, jak to zwykle u nich, nieprawdaż? - zagaja rozmowę pan domu.

A jakże, ogólnie jak wszędzie, ale żeby było się czym chwalić, to nie powiem, czyli jak wszędzie w tych stronach: plucha i wiatr, pochmurno z niewielkimi przejaśnieniami, a przecież grudzień, no nie? Nie ująłbym tego lepiej, oby tylko nie było gorzej, bo mimo wszystko daje się żyć, o ile się nie ma nadmiernych wymagań.

A propos, pan minister chciałby, aby mu się pan przypomniał, panie F., w najbliższym czasie. Nie da się ukryć, zaszły okoliczności na tyle zagmatwane, że może pańskie rady mogłyby pomóc je rozplątać.

F. przymknął oczy, czubkiem wskazującego palca przesunął po garbku nosa i musnąwszy wąsa, skinął głową pod wzorzystą krymką. Bardzo pan łaskaw - skwitował polecenie.

Ale u pana niewiele się zmieniło, jeśli nie nic w ogóle - zastygło w czasie i miejscu - prócz może służebnej, jakże ją wołają?

Małgorzata, teraz pospolicie Gosia. Mamy ją od końca rewolty, znajda ze śmietnika, ale zuch dziewucha, pożyteczna pod każdym względem.

Pan Boruttha się zamyśla. Czyż nie wiadomo, że w starym piecu diabeł pali? A o F. słyszało się niejedno, tak czy owak dziewka najpewniej zdolna do tańca i różańca, ale jakby miała w sobie coś ze starego, no nic, głupstwo.

Deszcz smaga okienne kwatery, kilka szprosów się rozszczelniło, więc kiedy ulewa jak dziś, woda sączy się do środka, wzmagając odczucie wilgotnego chłodu. Gospodarz i gość-posłaniec wydają się sobą skrępowani, ale oto otwierają się drzwi i dziewczyna wnosi dzban piwnego grzańca i napełniwszy nim kufle, znika.

Co prawda od ich ostatniego spotkania minęło kilka lat, ale jak widać uszli cało, wygrzebali się z ruin.

Boruttha podobnie jak dawniej jego ojciec, antreprener Wilhelm, kręci się wokół branży artystycznej, przykładając tu i ówdzie ucho, próbuje tego i owego, ma nawet własną gazetę, „Zeitung für Alles”, adresowaną do czytelnika wykwintnisia, amatora sztuk pięknych, boć młyny rewolucji nie zdążyły ze szczętem zemleć ci-devants wraz z ich żywotnym egocentryzmem i libertyńską moralnością, dając młodocianym ich pędom wybujać z osiemnastowiecznego korzenia. Siłą rzeczy również młody Boruttha zagląda pod podszewkę odradzającego się życia teatralnego - za niewielki grosz nabył udział w spółce Neues Balletten, Nowe Balety, lokalnej filii paryskiej L'École de danse artistique.

A tak w ogóle to wie pan, o co chodzi?

Myślę, że chodzi o to, o co właśnie chodzi.

Tak rozmawia ze sobą dwóch obytych ze światem ludzi. Tyle że młody Boruttha to już nie ta klasa ani szkoła co jego ojciec, to osobnik nowego pokolenia, prącego naprzód, ale jednak zerkającego w przeszłość, co by tu z niej uszczknąć do swojego świata. Czy ocalało coś z tamtego życia? Coś takiego? no, wie pan. Z tamtego, czyli z jakiego? z czyjego życia? - zastanawia się F., bo jego przypadek nieporównywalny dziś z niczym. Przyjaciele, których miał - Pitagoras i Sendivogius Polonus, Twardowski, Jan Trithemius, von Nottesheim, John Dee czy Kepler i najważniejszy z nich Paracelsus, niby Wergiliusz wiodący go przez zakamarki limbusu, jego mistrz, miecz i tarcza... O czym tu gadać, jeśli nie można wyznać, iż w jednym ze swoich antycypujących przyszłość snów F. widywał pisarkę Rosemarie Schuder pochylającą się nad rękopisem powieści o medyku Paracelsusie i malarzu Hieronimie Boschu „Paracelsus und Der Garten der Lüste”, chociaż dla Borutthy nie może mieć znaczenia, że dzieło to ukaże się dopiero w drugiej połowie dwudziestego wieku. Odpowiada:

A jakie może być teraz życie garderobianego dawnego Teatru Dworskiego i dworskiego po buncie aktorów i rewolcie martwego Miejskiego Teatru? Życie wśród woniejących bagnem i naftaliną kostiumów aktorów, aktorek - pachnących lawendą, życie wciąż się plączące w tysiącach jardów nici, kordonku i dratwy, lamówek i wstążek, śród milionów igieł, szpilek, haftek, guzików i sprzączek, postawów sukna i płótna, stosów fiszbinów, pokładów watoliny i wszystkich tych furbotek, ze wszystkiego, co składało się na moje życie, a w nim niewiele da się zmienić, jeśli teatr należycie funkcjonuje, tymczasem sam pan widzi.


Andrzej Turczyński 

Urodzony w 1938 r. w Lublinie - poeta, prozaik, eseista i tłumacz. Laureat licznych nagród m.in. Fundacji Kultury za „Rzeki popiołu” (1994), im. Księcia Konstantego Ostrogskiego (1997), im. Świętego Brata Alberta (1999), Nagrody Specjalnej Ministra Kultury (2005, 2010). Jego powieść „Znużenie” została nominowana do Nagrody Literackiej NIKE (2001) oraz do Paszportu Polityki , a „Koncert muzyki dawnej” (2012) znalazł się w finale Nagrody Literackiej GDYNIA. Wydał ponad 50 książek, m.in. „Źdźbło morza” (1971), „Wypłuczysko” (1977), „Fiasko” (1986), „Chłopiec na czerwonym koniu” (1991), „Rzeki popiołu” (1995), „Mistrz Niewidzialnej Strony” (1996, 2011), „Tryptyk ruski” (1998), „Znużenie” (2000), „Mgnienia” (2000), „Święto ikony” (2002), „Latopis. Powieść doroczna” (2007), „Ten szalony pan Puszkin. Słowo o udręce” (2008), „Uzurpacje. Eseje paraboliczne” (2009), „Zgorszenie” (2011), „Mały ikonostas Bogarodzicy” (2012), „Miniatura z gazelą” (2012), „Homo pictor, homo viator” (2013). Mieszka w Koszalinie.

Pate pisze bloga - Timo Parvela





Wydawnictwo Widnokrąg 

Ilość stron: 96 

Nowość wydawnicza 




Pate to wyjątkowy chłopiec. Wyjątkowy pod względem pomysłów, jakie wręcz na zawołanie wpadają mu do głowy, a wszystko to urasta do niebotycznie fantastycznych nieraz rozmiarów. Tuż przed wakacjami nauczyciel podarowuje mu zeszyt do różnych, wszelakich zapisków w formie dziennika - pamiętnika. Jednak czym jest zeszyt w dobie komputerów i możliwości, jakie oferuje nam internet? No właśnie. Odpowiedź nasuwa się sama. Zanim Pate odkrył, że tradycyjna forma pamiętnika to totalny obciach, kolega zakłada mu jego własną stronę internetową, gdzie będzie mógł dokonywać wpisów wszelakiej tematyki. Tak więc, wakacje zapowiadają się hiper. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale sporo powodów do pisania dostarczy mu także stryj Stuś, który postanawia spędzić u rodziny Patego całe wakacje. 


Pełna zabawnych sytuacji i ciekawych zwrotów akcji, niesamowicie energiczna, z bardzo aktywnymi bohaterami opowieść o tym, jak można czynnie spędzić czas wolny od nauki, nawet w towarzystwie starego kawalera - wuja. Obok świetnych, żywych dialogów, pomysłowości, autor stawia na dobrą zabawę, radość i kreatywność. Prosty, zrozumiały język pozwala na czytanie dzieciom samodzielnie. Poza tym uroku dodają ilustracje Pasi Pitkänen - czarno białe, pełne energii, idealnie spinają całość. 


"Pate pisze bloga" to idealna propozycja dla wszystkich, którzy nie lubią się nudzić. Autor pokazuje jedną z możliwości spędzania czasu - prowadzenie bloga, które wymaga od dzieci kreatywności, poprawności językowej, systematyczności, co uczy obowiązkowości. Ciepła, optymistyczna, nieco zwariowana opowieść, która mojemu młodszemu synowi przypadła bardzo do gustu. Zaśmiewał się i czytał z wielkim zainteresowaniem. Więc szczerze książkę polecamy! 







Za książkę dziękuję:









poniedziałek, 5 listopada 2018

Powiedz, że mnie kochasz, mamo – Grażyna Mączkowska





Wydawnictwo Akurat 

Ilość stron: 335 




„Życie każdego to zbiór elementów. Elementy to osoby, miejsca, hobby, smaki, rzeczy, uczucia, kaprysy, polubienia... mnóstwo tego. Niektóre zbiory, jak w matematyce, mają części wspólne.” 


Wielość traumatycznych, dramatycznych, trudnych sytuacji jest w tej opowieści na tyle przytłaczająca i niewyobrażalna, że podczas czytania odkładałam książkę na kilka godzin, by psychicznie odpocząć. Emocjonalna, poruszająca, bo chyba nikt nie przeszedłby obojętnie obok cierpienia i potwornego bólu fizycznego i duchowego dziecka. Powieść, w której bohaterka próbuje rozliczyć się z traumą dzieciństwa, która próbuje wreszcie odciąć się od nękających ją koszmarów. Jakby tego było mało, los potwornie z niej zadrwił, kiedy za początkowe miejsce do życia wybiera to obok swych prześladowców. 



Główną bohaterką tej specyficznej opowieści jest Gabriela, która opowiada o swoim życiu. O ciągłym strachu, bezgranicznie zachwianym poczuciem bezpieczeństwa. O takich sytuacjach i zdarzeniach nie mówi się łatwo i z przyjemnością. Mało tego. Potrzeba do tego psychicznie dojrzeć, nabrać wewnętrznej odwagi, by otworzyć serce i opowiadać historie, w których mało wypowiedzianych pochwał, słów wypełnionych miłością rodziców do dzieci. Ojciec alkoholik, matka tkwiąca w toksycznym związku i czwórka dzieci, dla których rodzice powinni być wzorem, oparciem. Przez lata dzieci stają się świadkami pijackich awantur, przemocy. Przez te wszystkie lata narasta w nich poczucie winy i pretensji. 

„I znowu codzienność przeplata się z wielkimi radościami. Jak proza z poezją, żeby nie wpaść w monotonię. Nie narzekam na chwile prozy, nasza przeplatanka to samo życie.” 

„Powiedz, że mnie kochasz, mamo” to powieść z wieloma portretami psychologicznymi, pełna bólu, cierpienia, afektów. To opowieść, w której bohaterka próbuje rozrachunku z przeszłością, dzielnie stawia czoła codziennościom. To powieść o szukaniu własnej tożsamości, kruszeniu latami narosłych wątpliwości, poczuciu niezrozumienia, buntowaniu się przeciw rzeczywistości. Historia dziecka, które w dorosłym życiu odkrywa prawdę o sobie i usilnie stara się wyjść spod pręgierza stereotypu. Mocna, prawdziwie szczera i niezwykle autentyczna! Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję Autorce!




niedziela, 4 listopada 2018

Listy sprzed lat – Roma J. Fiszer






Wydawnictwo Edipresse Książki 

Ilość stron: 352 

Nowość wydawnicza 




Prawdziwa przyjaźń wystawiana jest na wiele prób, potrafi przetrwać najgorsze burze, czy chwiejne nastroje. Prawdziwa przyjaźń to taka, która trwa - mimo wszystko, niezależnie, wobec wszelkich zmian. Właśnie o takiej przyjaźni pisze Roma Fiszer. Autentycznie nakreślona historia dwóch kobiet, dla których przyjaźń to coś więcej niż tylko nic nieznaczące frazesy. Jedno mi się nie podoba – okładka. W ogóle nie oddaje klimatu książki. Bardziej pasuje do tkliwego romansu niż do powieści o prawdziwości wartości przyjaźni. 



Dwie kobiety, dwa indywidua. Przyjaźń, która w pewnym momencie zaczyna się kruszyć, a stosunki między kobietami stają się być napięte. Iwona ufa Ewie, jednak ta czuje się emocjonalnie zagubiona. Życie bywa nieprzewidywalne. Choroba jednej z nich wyzwala wiele afektywnych zachowań, pod wpływem których kobiety powracają wspomnieniami do przeszłości. Refleksyjny wymiar tych wątków nie jest bez znaczenia. Wizja końca staje się przyczynkiem do podróży na Kaszuby. Poznajemy mnóstwo interesujących obrazów i ciekawostek o kaszubskich miejscach i kulturze. A kiedy przychodzi czas wewnętrznych rozrachunków, podejmuje się istotne decyzje. 



„Listy z przeszłości” to ciekawie poprowadzona opowieść podkreślająca wartość przyjaźni i znaczenia samego słowa, która w dobie szalejących życiowych zakrętów i wstrząsów potrafi stracić na intensywności. Ale to też opowieść o szukaniu właściwych ścieżek przeplatanych nostalgią dawnych lat, wpływu wspomnień i chęci odzyskania tego, co zostało odcięte niedopowiedzeniem. Roma J. Fiszer pokazuje, że czasami warto o siebie zawalczyć, by osiągnąć spokój wewnętrzny i stabilizację emocjonalną. Polecam! 


Za książkę dziękuję: