sobota, 17 listopada 2018

"Jestem najlepszym przykładem na to, że nieważne jest ile lat mamy na liczniku. Zawsze jest dobry czas, żeby zacząć spełniać swoje marzenia." - wywiad z Agnieszką Zakrzewską, której "Pocztówki z Amsterdamu" kilka dni temu miały swoją oficjalną premierę




Kochani!

Agnieszka Zakrzewska to autorka śmiała, temperamentna, odważnie idąca przez życie, nie boi się wyzwań, kreatywna. Jej debiut "Do jutra w Amsterdamie" pokochały rzesze czytelniczek. 14 listopada oficjalną premierę miała druga część opowieści "Pocztówki z Amsterdamu". Co o sobie, różnicach kulturowych oraz emocjach związanych z premierą opowiada autorka? Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu i życzę przyjemnych wrażeń. 



Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Witaj Agnieszko. 14 listopada na rynku wydawniczym pojawiła się kontynuacja Twojego debiutanckiego bestsellera „Pocztówki z Amsterdamu”. Jak Twój nastrój tuż po premierze? 

Witam serdecznie! Jestem ogromnie wzruszona ogromem dobrych słów, gratulacji, pięknych fotografii czytelniczek z moją książką. Wsparcie, doping, słowa zachęty są ogromnie ważne w pracy każdego pisarza, szczególnie debiutanta, który dopiero rozpoczął swoją przygodę z literaturą. Dla mnie takie dowody sympatii są bezcenne. 


W pierwszej części pokazałaś nam namiastkę Holandii, mentalność Holendrów (dzięki kilku bohaterom). W tym wypadku nie ma żadnych reguł, jest po prostu jak wszędzie – ludzie są różni. Jestem świadoma, że wynika to z Twoich obserwacji. Pytanie, jak bardzo wsiąknęłaś w kulturę holenderską i na ile jest Ci ona bliska? 

Różnice kulturowe pomiędzy Polską a Holandią nie są drastyczne. Chodzi bardziej o mentalność. Ta holenderska jest mi bardzo bliska. Otwartość na innych, ciekawość świata, ludzi, optymizm, życzliwość, pokora i tolerancja to wartości, którym hołduję na co dzień. Holendrzy akceptują inność, może dlatego, że ich kraj to prawdziwy narodowościowy tygiel. 


Bardziej tęsknisz za Polską jak jesteś za granicą, czy za Holandią jak jesteś w Polsce? 


Mam teraz dwie ojczyzny, dwa krwiobiegi, dwa serca, które biją w różnym a jednocześnie w tym samym rytmie. Żaden z tych światów nie jest dostatecznie blisko, żeby zapuścić korzenie na dłużej ani dostatecznie daleko, aby przestać tęsknić. Polska jest we mnie, polskość to tatuaż na mojej tożsamości, to moje przekleństwo i błogosławieństwo. Żyjąc na emigracji nauczyłam się, że nie istnieją słowa jak nigdy i na zawsze. Tęsknię za Polską będąc tutaj, a za Holandią będąc tam. To wieczny szpagat pomiędzy sercem a rozumem, pomiędzy ludźmi, których kocham od zawsze i tymi, których pokochałam na emigracji. 


Twoja bohaterka Agnieszka to dziewczyna temperamentna i skrupulatna, ale jak każda kobieta, bardzo tajemnicza i zagadkowa. Ile jest Ciebie w niej? 


Agnieszka ma wiele moich cech. Nie boi się nowych wyzwań, podejmuje ryzyko bez oglądania się na konsekwencje. Kocha ludzi, jest otwarta, kreatywna, pełna pasji i dziecięcej ciekawości świata. Taka jestem i ja. Może tylko troszeczkę bardziej temperamentna i uparta. 



Co stało się inspiracją do tej właśnie historii? 

Samo życie. Jest inspiracją do wszystkich moich opowieści. Scenariusze, które pisze dla nas rzeczywistość są często o wiele bardziej ciekawsze niż wydumana fikcja. 


Czym dla Ciebie osobiście jest ta opowieść? 

Jest mi bardzo bliska. To mój pamiętnik, w którym zawarłam autentyczne emocje początkującej emigrantki. To moja radość, podekscytowanie, ale i zwątpienie, tęsknota i łzy. Chciałam pokazać moim czytelnikom, że najważniejsza jest wiara w samego siebie i życzliwi ludzie wokół. Wszystko inne jest do zrobienia. 


Nie zdradzając za dużo, bo druga część właśnie przed nami, ale czego możemy się spodziewać? 

Akcja mojej nowej powieści przenosi się do małego miasteczka na Pojezierzu Pomorskim. Moja bohaterka wraca do rodzinnego domu po zawodzie miłosnym w Kraju Tulipanów. Ale wbrew pozorom akcja nie zwalnia. W życiu Agnieszki pojawiają się nowi ludzie, nowe dylematy i wyzwania. Mogę zapewnić, że nie będzie nudno! 


Jak Twoje plany wydawnicze? Nad czym obecnie pracujesz? 

Nad dalszymi losami Agnieszki i nad zupełnie nową historią. Mam nadzieję, że spodoba się tak samo jak seria z Amsterdamu. 

Coś od siebie dla czytelników: 

Dziękuję Wam raz jeszcze za wszystkie słowa sympatii i ciepłe przyjęcie moich książek. Jestem najlepszym przykładem na to, że nieważne jest ile lat mamy na liczniku. Zawsze jest dobry czas, żeby zacząć spełniać swoje marzenia. 


Dziękuję za rozmowę!






piątek, 16 listopada 2018

[Audiobook] Skazaniec. Tom VI "Liczba życia" - Krzysztof Spadło





Wydawnictwo KAGO 

Czas trwania: 14 godz. 46 min. 

Czyta: Leszek Wojtaszak 



Szczerze przyznaję, że przyzwyczaiłam się do charakterystycznego głosu Leszka Wojtaszaka i nie wyobrażam sobie nawet, aby kto inny mógł ten cykl czytać i interpretować. Po raz kolejny otrzymałam znakomitą prozę, która swą sugestywną wymową daje nam możliwość wejścia w świat otoczony wronieckimi murami i spojrzenia na ówczesną, zaprzeszłą rzeczywistość wchłoniętą w pamiętniki człowieka, który jako naoczny świadek i uczestnik relacjonuje nam wszelkie wydarzenia i sytuacje, jakie miały wówczas miejsce. Szósty tom i szóste spotkanie ze Stanisławem Żabikowskim, to ogrom emocjonalnych wyzwań, jakie nie tylko przed nim, ale i towarzyszącymi mu postaciami stoją z całym pakunkiem przemian i tajemnic. 



Rok 1952 i dalej. Na korytarzach wronieckiego więzienia zaczyna kwitnąć popkultura grypserska. Tajniki której, dla starzejącego się Żabikowskiego, stają się niezrozumiałe i dosyć kontrowersyjne. Nie chodzi tutaj nawet o samo słownictwo, ale zachowanie grypsujących i ich organizowanie się w zuchwałe, czasem wręcz buńczuczne grupy skłonne do działań anty więziennych (jeśli tak to mogę ująć). W kraju zaś totalne zmiany i przemiany. Z dostępnych w bibliotece gazet i zasłyszanych informacji Stefek dowiaduje się, że min. w Stanach Zjednoczonych nowo wybranym prezydentem zostaje J.F. Kennedy, a dla Polski nastał czas nadziei. Umiera Stalin, a wraz z nim budzi się zastygła w sercach rodaków wiara w przyszłość. Jak te przemiany wpłyną na funkcjonowanie jednostek penitencjarnych? 


Przyznam też, że dałam się wciągnąć w tę "liczbę życia". Rzeczywiście coś w tym musi być. A dałam się ponieść do tego stopnia, że obliczyłam ją wszystkim najbliższym. Jaka jest moja liczba życia? Nie zdradzę. Ale ten wątek został w powieści poruszony bardzo obrazowo. 


Po raz kolejny Leszek Wojtaszak nie zawiódł moich oczekiwań. Interpretacja w Jego wykonaniu to po prostu mistrzostwo. W niej jest wszystko, co potrzeba. Doskonała intonacja, ewidentny podział na role, i ta barwa głosu - charakterystyczna, idealna do tej serii. Sama powieść jest na tyle przejmująca i frapująca, że już czekam na kolejną część. Sugestywna, a jednocześnie bardzo zwięzła i powściągliwa w emocjonalnych nośnikach. Wielowarstwowa fabuła znakomicie nakreślona od strony portretów psychologicznych bohaterów, od strony społecznej, funkcjonowania w rzeczywistości więziennej, czy wpływu zmieniającego się tła. Idealna! Szczerze polecam! 




Za audiobooka dziękuję Autorowi


czwartek, 15 listopada 2018

Złota rybka - Przemysław Wechterowicz, Jakub Grochola






Wydawnictwo MANDO

Ilość stron: 32, oprawa twarda

Nowość wydawnicza




Złota rybka, jako główna bohaterka ciepłej i bardzo sympatycznej bajki dla dzieci... Któż z nas nie chciałby mieć takiej na własność? Napracowała się trochę ta rybka, która chciała chociaż odrobinę sprawić swoim nowym przyjaciołom radości. A prośby te były naprawdę różne, bo każdy chciał czegoś innego. I wcale nie były to tradycyjne trzy życzenia. Każdy bowiem poprosił o jedną rzecz. Rybka zaś posiadała swój magazyn, z którego czerpała przedmioty do wydania.


W tej krótkiej, ale jakże wymownej opowieści jest poruszonych kilka istotnych przekazów. Jedne zwierzęta prosiły o coś, co uchroni je od złego, ktoś poprosił o coś, czym będzie mógł spiłować pazurki, by nie siać grozy wśród innych, ale najbardziej wzruszający był fragment, gdy goryl poprosił o przyjaciela. Czy złota rybka jest w stanie spełnić i to życzenie?


Ciepła, wzruszająca i prosta opowieść o tym, że w życiu nie tylko ważne są rzeczy materialne. Rybka miała swoją misję - chciała każdemu podarować odrobinę radości. Książka jest dosyć duża, napisana dużą czcionką i dzieciaki mogą czytać ją same. Interesującym rozwiązaniem jest pomysł i rozmieszczenie ilustracji Jakuba Grocholi. Przypominają one formę komiksu, są proste, duże, przejrzyste i czytelne. Co do dialogów, bardzo spodobał mi się język - forma zwrotów. Bez pompatyczności i sztuczności, zbliżony do współczesnych zwrotów, np: - No co tam, maluchy? Jakie macie życzenia?, albo: - Dzień doberek. Jakie mamy życzenia?




Siedziałam z synem i słuchałam jak czyta. Kiedy skończył, powiedział mi, o co on poprosiłby złotą rybkę. A Wy o co byście poprosili złotą rybkę? Wspaniała opowieść. Szczerze polecamy! 



Za książkę dziękuję:





środa, 14 listopada 2018

Mistrzowie życia - Anna Stryjewska






Wydawnictwo Szara Godzina

Ilość stron: 250

Nowość wydawnicza



Kiedy ma się "naście" lat, świat jawi się jako labirynt, który czeka z otwartymi ramionami do odkrywania jego zaułków. Wkraczając w dorosłość można doznać szoku. Tym bardziej, że wzorce odgórne nie zawsze są tymi, które uparcie chcemy odepchnąć. Bohaterowie książki Anny Stryjewskiej są postaciami niezwykle autentycznymi, z całą przywarą wad i zalet. Mają w sobie niekończące się pokłady optymizmu, nadziei i marzeń. Nic dziwnego, wszak autorka osadziła ich losy w pierwszych latach kapitalistycznej Polski, gdzie zaczęto poszukiwać dochodowych interesów i upatrywania w intratnych biznesach. Bardzo przypadła mi do gustu ta opowieść. Taka prawdziwa, swojska, nieprzekoloryzowana, blisko naszych problemów i spraw, które mimo upływającego czasu nie tracą na aktualności.



Można żyć w dostatku, mieć wszystko, ale jeśli w rodzinie nie ma miłości i nie czuje się bliskości, to nawet pieniądze nie są w stanie zapewnić jej elementarnych wartości. Troje przyjaciół i ich życiowe decyzje, świadome wybory nierzadko idące z ich wyobrażeniami. Wyraźnie zarysowane charaktery bohaterów pokazują, jak bardzo odczują pierwsze rozczarowania, zawody, usilnie dążąc do celów i założonych wcześniej planów. Michał na przekór ojcu, rozkapryszona Natalia wbrew rozsądkowi, a Sebastian nie dla poklasku i profitów, chociaż doskonale wie, iż obecna rzeczywistość właśnie się na tym opiera.


To starcie bohaterów w książce Anny Stryjewskiej zaprowadzi ich w różne zakątki światopoglądów, miejsc, otoczenia. W swej prostocie i sugestywności autorka znakomicie nakreśliła ich sylwetki oraz klimat ówczesnych lat, nie tylko skupiając się na portretach, ale i tle społecznym, które ma ogromny wpływ na wydarzenia i sytuacje w życiu jej postaci. Problemy, młodzieńcza buńczuczność, chęć pokazania swoich racji oraz podążanie ukrytymi ścieżkami stają się osią tej znakomitej powieści, która już po pierwszych wersach staje się nam bliska. Właśnie ta prawdziwość, namacalność, normalna proza życia oraz momentami refleksyjny wymiar fabuły oddaje wszystko to, co w niej najlepsze. Dobry pretekst do tego, aby powrócić myślami do tamtego czasu i powspominać o swoim młodzieńczym zachłystywaniu się światem. Szczerze i bardzo polecam!


Za książkę dziękuję:










wtorek, 13 listopada 2018

Mimochodem o chodzeniu - Szymon Augustyniak





Wydawnictwo Editio 

Ilość stron: 292, oprawa twarda 

Nowość wydawnicza 




Zastanawialiście się kiedykolwiek, czym tak naprawdę jest chodzenie, jakie ma ono znaczenie w naszym życiu? Kiedy rodzimy dzieci szybko nabieramy przekonania, że chcielibyśmy widzieć je już stawiające pierwsze kroki - na to najbardziej czekamy, jest to także istotny punkt naszego macierzyństwa. Ja tę książkę odczytałam właśnie w dwóch aspektach. Pierwszym z nich jest wynikający z naszej biologii - po to mamy nogi, by nas nosiły. Drugi zaś wynika bardziej ze strony refleksyjnej - wędrówki człowieka przez całe swoje życie. Chodzenie, niby zwyczajna, naturalna czynność, a można o niej napisać książkę. I na dodatek bardzo interesująco. Okazuje się, że chodzenie jest porównane nawet do sztuki, w zupełnie charakterystycznym wymiarze. 


W tych ośmiu rozdziałach autor pokusił się o to, by chodzeniu przyjrzeć się z wielu różnych stron. Sama czynność przynosi nam nie tylko korzyści zdrowotne, ale i wartości refleksyjno - duchowe, bo chodząc - spacerując przyglądamy się światu z zupełnie innej strony. Dostrzegamy wiele szczegółów, których w codziennym zabieganiu nawet nie jesteśmy w stanie dostrzec. Ale, najważniejszym elementem przed postawieniem pierwszych kroków przez dziecko są oczywiście buty. Nasze stopy się różnią i odpowiednio wygodne obuwie, to elementarne "wyposażenie" na nasze wędrówki przez życie. Autor opowiada o nich niezwykle sugestywnie, stwarzając naprawdę wyjątkowy klimat. Mnie osobiście przypadły do gustu opowieści odnoszące do różnych postaci z literatury, sztuki, historii. Wiele właśnie w tej publikacji konkretnych odniesień do różnorodnych historii. 


Czym książka Szymona Augustyniaka może Was zaskoczyć? Swoją niebanalnością, nietypową tematyką, niecodzienną problematyką, wielorakimi spostrzeżeniami. Wcale nasze chodzenie nie jest takie oczywiście oczywiste. Można je odczytywać na wiele sposobów. Czym innym, jak udowadnia autor, jest marsz wojskowy, a czym innym w aspekcie religijnym, czy zdrowotnym. Augustyniak odpowie na wiele nurtujących pytań, pokaże wielowątkowość tego tematu, opierając nie tylko na bazie własnych doświadczeń wynikających ze świadomie podjętych decyzji, ale też w kontekstach faktów i motywów artystycznych. Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję:






poniedziałek, 12 listopada 2018

Morwowe wzgórze - Eliza Gercz





Warszawska Firma Wydawnicza 

Ilość stron: 257 

Nowość wydawnicza 



Książki, których fabuła osadzona jest w czasie wojennym darzę największą sympatią. Książka Elizy Gercz dotyka nie tylko fabułą i wydarzeniami okresu II wojny światowej, okres powojenny, ale też jako miejsce akcji wybrała Kresy Wschodnie oraz tereny podkrakowskiej wsi. Całość tej opowieści oparta jest na rodzinnych dziejach głównej bohaterki, której burzliwe losy poznajemy od dzieciństwa. Zapowiadało się ciekawie i intrygująco, ale ewidentnie nie zagrał mi tutaj język powieści. Momentami zbyt pompatyczny i jakby na siłę naszpikowany epickością, którą dało się wyczuć podczas czytania. Klotylda to bohaterka wielobarwna, okaleczona przez los trudną i nieszczęśliwą miłością, z którą musi zmagać się przez wiele lat. Jednak karty z czasem odwracają się i nić, która kiedyś przerwano, zaczyna scalać się na nowo. 


Ciepła i taka rodzinna opowieść autorki wzbudza w nas w pewnym momencie bliskość z jej bohaterami, którzy przemiany społeczno - polityczno - gospodarcze odczuwają na własnej skórze poddając się ich wpływom nader pokornie. Wydawałoby się, że życie Kloci na wsi u ciotki nie wniesie nic nadzwyczajnego w jej przyszłość. Tymczasem okaże się, że to inni mogli decydować za nią, aranżując pewne sytuacje i dalsze wydarzenia, by potem ich konsekwencje ponosić przez wiele długich lat. Nieszczęśliwe małżeństwo Klotyldy, niezrozumienie bliskich, skomplikowane relacje z córką zmuszają ją do odważnych posunięć. I gdy wydaje się, że szczęście na powrót zaczyna ścielić się w progach, znowu los szyderczo zadrwi. 


Chociaż "Morwowe wzgórze" jakoś specjalnie nie porwała mnie swoim specyficznym klimatem, stanowczo przyznam, że czytało mi się tę powieść z dużym zainteresowaniem. Wiele w niej afektów, skrywanych uczuć, takich zwyczajnych, ludzkich relacji i prostoty, zaś sama postać Klotyldy pokazuje, iż w życiu możemy doznać wiele cierpienia, trudnych chwil i dramatycznych sytuacji, ale mimo wszystko iść dalej śmiało, prężąc się przed przeciwnościami. Polecam! 


Za książkę dziękuję: